Category Archives: Uncategorized

Long time no see, czyli wizyta w Nagoya

Mój ponoworoczny brak odzewu spowodowany był przygotowywaniem się do happyo, czyli referatu na seminarium. Poszło dobrze, sensei pokiwał głową z uznaniem, więc chyba „dramatu nie było”. Historię, o której mówiłam zamieszczę w kolejnym wpisie. Dziś króciutko, nie miałam dostępu do internetu bo od piątku jesteśmy w Nagoya w odwiedzinach u kolegi. Nagoya zajmuje w moim sercu szczególne miejsce (w dobrym i złym znaczeniu 😉 ), ponieważ  mieszkałam w Nagoyi w 2008 r., podczas mojej pierwszej wizyty w Japonii.

Jak to uznał kolega, Nagoya jest „mildly interesting” z czym trudno się nie zgodzić 😉 ale jest zamek Nagoya, jest i zamek w Inuyamie, a także dwie świątynie związane z kultem płodności Tagata jinjga i Oogata jinja. Nie można zapomnieć też o wielkim chramie Atsuta, w którym przechowywany jest miecz Kusanagi no tsurugi („Miecz Trawosiecz”), który wchodzi w skład regaliów cesarskich. Byliśmy też na wycieczce w browarze Kirin, która również była interesującym doświadczeniem. To wszystko również wkrótce znajdzie się na blogu w ramach wspominek z podróży sentymentalnej 😉 a teraz już lecę bo zamek Nagoya czeka!

4 Komentarze

Filed under Uncategorized

Hoł, hoł, hoł…

kartka1

Drodzy, 

Magicznych, spokojnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. 

Dużo radości i pełno prezentów pod choinką. 

Niech nie zabraknie również wigilijnych przysmaków! 

Zaś w Nowym Roku 2014 – Roku Konia pomyślności, szczęścia i spełnienia marzeń. 

Relacja z naszych świąt „po japońsku” już niebawem

MERRY CHRISTMAS & HAPPY NEW YEAR

3 Komentarze

Filed under Uncategorized

Halu halu

Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu. Gomenasai. Powodów jest kilka.

Primo: chyba nie nadaję się na bloggerkę (kiepsko u mnie z czynnościami, które wymagają powtarzalności i zaagnażowania). Z „szóstki Weidera” zrezygnowałam po dwóch dniach… A buty do joggingu ciągle stoją w szafie, nieśmiało czekając na ujrzenie tokijskiego bruku.

Duo: na przełomie października i listopada zaliczyłam kompletny spadek formy. Zasapałam się wchodząc na trzecie piętro, może nie jestem super wysportowana, ale ze schodami sobie jeszcze radzę. Dopadła mnie również wielka tęsknota za moimi koteczkami pozostawionymi pod opieką mojej mamy w Warszawie.

I po trzecie, wzięłam się do roboty nad swoim doktoratem. Broń Boże, nie napisałam jeszcze ani jednej strony, ale czytam, szukam źródeł, planuje włajaż do dalekiej pref. Akita, gdzie podobno znajduje się mauzoleum Ono no Komachi (w sensie, że grób). Co więcej, dostałam się na grudniową konferencję na Waseda Daigaku, gdzie spróbuję zaprezentować wizerunek Ono no Komachi we współczesnej literaturze, począwszy od opowiadania Akutagawy Ryunosuke z 1924 r. pt. „Dwie Komachi” (Futari  Komachi).

W czasie tej długiej przerwy w pisaniu zdążyłam nabawić się ogromnej niechęci do japońskiej policji, a szczególnie panów z kobanuktórzy zatrzymują mnie i K. za każdym razem jak rowerem przemierzamy sobie Tokio (serio, to się zaczyna robić nudne). Nie łamiemy przepisów, w przeciwieństwie do Japończyków, jeździmy po ścieżkach rowerowych (jeśli są) i staramy się nikogo nie rozjechać. Przy każdym zatrzymaniu do kontroli jesteśmy spisywani i przeptywani, czy aby przypadkiem nie ukradliśmy rowerów. Kiedy zgodnie z prawdą odpowiadamy, że nie, panowie sprawdzają numery naszych rowerów i weryfikują nasze zeznania. To ciągłe spisywanie zniechęca mnie także do korzystania z roweru. Nie mam pojęcia o co im chodzi, i skąd te przypuszczenia, że przyjechaliśmy tu kraść rowery za 9,000 jenów/szt.

Z pozytywów (równowaga w przyrodzie musi być zachowana): K. ostatnio zostawił w metrze swoją torbę z tabletem, książkami itp. (szczęśliwie bez portfela z dokumentami). Torba z całą zawartością została przez nas odebrana w centrum rzeczy zaginionych (i odnalezionych). Zwrócili nam nawet za bilet na metro.

Dobranoc.

Obiecuję poprawę i będzie więcej wpisów. Może w końcu coś o Komachi?

Aaa, obejrzeliśmy też Kaze tachinu i wybieramy się na Kaguya hime no monogatari. Oba filmy ze studia Ghibli.

8 Komentarzy

Filed under Uncategorized, Życie codzienne

VII Dni Japonii na UW: Japonia ery Heisei. Alienacje i powroty.

Wszystkich zainteresowanych kulturą japońską  serdecznie zapraszam na siódmą edycję Dni Japonii na Uniwersytecie Warszawskim. W tym roku hasłem przewodnim konferencji jest Japonia ery Heisei. VII Dni Japonii odbędą się w dniach 14-16 października w budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (BUW, ul. Dobra 56/66). Poniżej zamieszczam program konferencji. Zapowiada się niezwykle ciekawie: wiele interesujących referatów, koncert a także spektakl przedstawiający współczesną wersję Taketori monogatari w wykonaniu studentów japonistyki UW. (po kliknięciu na zdjęcie program otworzy się w nowym oknie i będzie bardziej czytelny 🙂 )

dni1 dni2 dni3

dni4

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

From Russia with love

Licznik skończył odliczanie i moja podróż się rozpoczęła. Ten wpis powstaje na moskiewskim lotnisku Sheremetievo, gdzie oczekuje na lot do Tokio. Ostatnie kilka dni było dla mnie pełne emocji. Ciężko było rozstać się z K., siostrą i kotami… ale zaczynam moją tokijską (tudzież japońską) przygodę 🙂

Lot z Warszawy do Moskwy trwał niecałe 2 godziny i odbył się w bardzo przyjemnych warunkach. Trzęsło jednak nieco, ale zagryzłam zęby. Samo lotnisko jest przeogromne. Nawet nie lotnisko, terminal D na którym obecnie przebywam. Dużo tu sklepów ekskluzywnych marek i kawiarni. Leci muzyka, jest czysto i spokojnie. Jedno „ale” to fakt, iż muszę siedzieć na zimnej podłodze chcąc pracować na laptopie podłączonym do prądu, bo niestety przy fotelach nie ma takiej możliwości…

WP_000434 copy

Powoli układam w swojej głowie listę rzeczy „to do” jak dotrę do Tokio. Sprawy w immigration office, komórka, konto w banku, spotkanie w fundacji od której otrzymałam stypendium, aplikacja na uniwerek.

Przypomniało mi się również w samolocie, że nie wzięłam kilku rzeczy, które planowałam wziąć, mimo, że miałam listę!!! Np. mapę tokijskiego metra.

I to by było na tyle weny.

Miłego dnia!

 

4 Komentarze

Filed under Uncategorized

Gomene… odliczanie czas zacząć

Od kilku dni nic nowego nie zamieściłam,ale pamiętam, że Ame no Uzume czeka na wpis 🙂 Od początku sierpnia bardzo dużo zaczęło się dziać, bo wyjazd już tuż, tuż. Ja zaś próbuję robić milion rzeczy na raz, ale trzymanie kilku srok za ogon to nie lada sztuka. W jednym zdaniu mogę określić, że to co obecnie robię to „ogarnianie” spraw na uczelni oraz przygotowywanie się do wyjazdu.

Udało mi się zawiesić mój numer komórkowy na 12 m-cy. Teraz pozostaję w oczekiwaniu na zorganizowanie sobie japońskiego numeru telefonu, ale to już po przyjeździe. Znajoma ze studiów, która to ostatnio załatwiała, napisała mi, że jest to dość ciekawe doświadczenie 🙂 Chodzi o to, że w Japonii telefony prepaid są mało popularne i co więcej nie są dostępne dla obcokrajowców. Wobec tego większość osób decyduje się na wykupienie abonamentu u jednego z kilku operatów. Tutaj pojawia się „ale”. Żeby wykupić abonament  należy mieć konto w japońskim banku. Jednym słowem, należy sobie założyć na czas pobytu w Japonii konto w japońskim banku. I pojawia się kolejne „ale”. Aby tego dokonać, trzeba mieć japoński numer telefonu komórkowego 😉 więc sprawa zaczyna się komplikować. To relacja mojej znajomej. Od razu mnie uspokoiła, że w końcu udało jej się to wszystko zorganizować przy pomocy uczelni. Mimo to, nieco już mnie to stresuje 😉 ale cóż zdobędę kolejne doświadczenie do opisania na blogu…

Sprawa z mieszkaniem jest w toku. Więc prośba o trzymanie kciuków jak najbardziej aktualna. Jak zwykle wiąże się to z wypełnieniem kilkunastu różnych podań i papierów, które dzielnie podpisałam, zeskanowałam i wysłałam mailem w formacie .pdf. Dostałam wiadomość zwrotną, że wszystko świetnie, ale potrzebne są oryginały. I to najlepiej na 19 sierpnia. Sytuacja miała miejsce wczoraj 😉 ale szczęśliwie istnieją kurierzy! Co prawda zawartość portfela nieco się zmniejsza, ale moje dokumenty dotrą w ciągu max. 4 dni do Tokio (yupi!) i sprawa mojej aplikacji na mieszkanie będzie dalej rozpatrywana.

Jeśli zaś chodzi o uczelnię, to kończę pisać plan badawczy i kompletować bibliografię do konspektu doktoratu, by następnie złożyć papiery z prośbą o otwarcie przewodu doktorskiego…. W tej kwestii trzymanie kciuków też się przyda.

Obiecuję, że do końca tego tygodnia pojawi się tańcząca na beczce Ame no Uzume, a tymczasem życzę miłego długiego weekendu.

Oyasumi! (czyli dobranoc 🙂 )

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Poezja

Wraz z zapadnięciem nocy pojawiła się nowa zakładka z poezją Ono no Komachi w tłumaczeniu na język polski. Jeśli nie podaję inaczej wiersze są w moim przekładzie. Wiersz przetłumaczony przez prof. Kotańskiego pochodzi z drugiego wydania „Dziesięciu Tysięcy Liści” (PWN, Warszawa 2012). Z kolei poezja w przekładzie prof. Melanowicza pochodzi z „Historii Literatury Japońskiej” (PWN, Warszawa 2011).

Dobrej nocy!

4 Komentarze

Filed under Ono no Komachi, Poezja, Publikacje, Uncategorized

Polka potrafi

Dziś o projekcie, który nie dotyczy Japonii, ale inicjatorka tego projektu to Magda, z którą studiowałam na japonistyce i wspólnie uczyłyśmy się chińskiego u laoshi B. 🙂

Minęło już kilka lat i Magda po tym jak zwiedziła pół świata i przeżyła wiele fascynujących przygód postanowiła zainicjować projekt „Polka potrafi – zostań bohaterką własnego życia”. Magda zebrała 2o historii kobiet i chce wydać je w książce, która może stać się inspiracją dla kolejnych młodych kobiet by realizowały swoje marzenia. Sama Magda jest dowodem na to, że można urzeczywistnić swoje marzenia i czuć się spełnionym.

polka potrafi

Więcej o projekcie tutaj: http://ksiazkapolkapotrafi.pl/ lub na fejsbukowym fan page: https://www.facebook.com/PolkaPotrafi?fref=ts

Dlaczego uważam, że to ważne i warte takiej małej reklamy na blogu? 🙂 Ponieważ poznałam smak „spełnionego marzenia”, kiedy otrzymałam list z ambasady z informację, że dostałam stypendium. Trudno to uczucie opisać słowami. Nie chcę zabrzmieć sentymentalnie, ale zawsze przerażała mnie wizja, że mogę żałować, że czegoś nie zrobiłam, bo chciałam spełnić oczekiwania innych i nie miałam śmiałości realizować siebie (podobno żal za nieprowadzeniem życia jakie się uznawało za słuszne jest na pierwszym miejscu spośród 5 rzeczy, których ludzie żałują w chwili śmierci.) I ja miałam również ciężkie chwile podczas studiów, kiedy myślałam, że może dokonałam złego wyboru i najwyższy czas się poddać. Ale wówczas zdałam sobie sprawę, że w moim życiu zapanuje straszliwa pustka. Bardzo się cieszę, że wytrwałam 🙂 Bo dziś czekam na wyjazd do Tokio. Jeszcze 36 dni.

5 Komentarzy

Filed under Uncategorized

Chasing Komachi

Dziś chciałabym więcej napisać o moich planach wobec tego bloga. Nazwałam go „W poszukiwaniu Komachi”, ponieważ, jak już wspomniałam, poetka Ono no Komachi jest głównym przedmiotem moich badań do rozprawy doktorskiej. Świat epoki Heian fascynuje mnie już od kilku lat i bardzo bym chciała propagować wiedzę i informację dotyczące Japonii z tamtych czasów.

Oczywiście nie zabraknie wpisów dotyczących mojego życia w Tokio 🙂 ale pomiędzy opisami życia codziennego, będę próbowała nakreślić historię, literaturę i kulturę epoki Heian w innych wpisach. Jest wiele stron i blogów poświęconych japońskiej kulturze popularnej, anime i mandze, nie brakuje informacji o sushi, gejszach i samurajach (że tak wykorzystam stereotyp). Nie brakuje też wydarzeń związanych z kulturą japońską. Natomiast mało kto wie o arystokracji dworskiej z epoki Heian czy o literaturze kobiecej z tego okresu. Chciałabym tę lukę wypełnić.

Z pewnością pojawi się sporo informacji o Ono no Komachi, ale też postaram się opublikować rezultaty moich badań ze studiów licencjackich i magisterskich, a także zamieszczać opisy innych moich ulubionych pisarek. Bardzo cenię sobie twórczość Murasaki Shikibu, która napisała „Genji monogatari” w XI w. Jest to powieść w 54 księgach o miłosnych perypetiach kochanka idealnego, czyli księcia Genji. Jednym z moich wielkich marzeń jest przetłumaczenie „Genji monogatari” na język polski. Ale to nie lada wyzwanie 🙂

Zrobiłam zakładkę o Ono no Komachi obok zakładek Home i About. Póki co wrzuciłam tam dość podstawowe info o tej poetce.

 

 

2 Komentarze

Filed under Epoka Heian, Gender (płeć), Ono no Komachi, Poezja, Uncategorized

„Życie z otwartym przewodem”

zostanę

Źródło: wikary.pl (dostęp: 14/07/2013)

„Życie z otwartym przewodem – The PhD game” to strona na fejsbuku, której założyciele określają ją mianem huba informacyjno – rozrywkowo – motywacyjnego dla tych, dla których pisanie doktoratu stało się stylem życia. Doktoranci z całego kraju mogą dzielić się na tym fan pejdżu swoimi radościami i smutkami. Ot co.

Ja, w zasadzie, mam jeszcze zamknięty przewód. Obecnie czynię przygotowania do jego otwarcia, co jak się okazuje (ale wcale mnie nie zaskakuje) nie jest łatwe. Plotka niesie, że mój wydział przoduje w ilości doktorantów. Same z tego minusy. Więcej doktorantów, mniej grantów na konferencje. Z tego powodu ze łzami w oczach musiałam pożegnać się z udziałem w prestiżowej konferencji japonistyczno-koreanistycznej w Bergen (straszna drożyzna w tej Norwegii), ponieważ otrzymane przez mnie dofinansowanie stanowiło 30% potrzebnej mi sumy 😦 Co więcej, mój umysł wypełniony teoriami spiskowymi, podpowiada mi, że ogromne oczekiwania rady wydziału (to oni decydują czy przewód zostanie otwarty) spowodowane są potrzebą przetrzebienia liczby studentów studiów III stopnia. Trzymajcie zatem kciuki, ponieważ na przełomie sierpnia i września mój plan badawczy i cały życiorys naukowy zmierzą się z radą wydziału.

Z drugiej zaś strony, trudno się dziwić się, że studenci mojego wydziału, znający całą masę fascynujących kultur i języków słabo radzą sobie na rynku pracy, ponieważ ich umiejętności nie zostaną raczej docenione w korporacji. Łudząc się więc nadzieją na pracę na uczelni, kontynuują studia. Choć ostatnio jedna z gazet donosiła, że studia doktoranckie są dla wielu młodych ludzi sposobem na przedłużenie studiów i wiążą się z niechęcią wstąpienia w dorosłe życie i pójścia do pracy. Co więcej, według ankiety przeprowadzonej przez ową gazetę, pracodawcy nie cenią sobie świeżo upieczonych doktorów, ponieważ przez to, że poświęcili się nauce, nie zdobyli sobie odpowiedniego doświadczenia zawodowego… Jednym słowem – błędne koło.

Z własnego doświadczenia muszę przyznać, że bycie doktorantem w naszym kraju nie jest proste i raczej status doktoranta nie daje poczucia, że jest się przyszłością kraju tudzież ogólnym dobrem narodowym. Problem zaczyna się bardzo często na macierzystej uczelni, gdzie wszystko trzeba sobie samemu załatwić i najlepiej jeszcze za wszystko samemu zapłacić. Przez 3 lata studiów i ja również miałam swoje wzloty i upadki, ale w końcu doczekałam się nagrody, jaką jest wyjazd na upragnione stypendium do Tokio. So, I’ll keep tryin’.

Miłej niedzieli.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized