Oshogatsu, czyli Nowy Rok po japońsku

Zgodnie z obietnicą i noworocznymi postanowieniami dziś kolejny wpis. Tym razem o celebrowaniu Nowego Roku.

Celebracja Nowego Roku jest w Japonii ważnym wydarzeniem i świętem. Do tego jest to chyba jedno z niewielu wydarzeń w roku na które przypada tak długa przerwa od pracy i szkoły. W tym roku „wolne” było od 31 grudnia i potrwa do jutra. Szczęśliwcy tacy jak ja, do szkoły wrócą dopiero w połowie przyszłego tygodnia 😉

Dawniej grudzień po japońsku brzmiał „shiwasu”, co można przetłumaczyć jako „zabiegany mistrz”. Grudzień był bardzo pracowitym miesiącem, ponieważ do końca roku trzeba było pozakańczać wszystkie sprawy i np. spłacić długi.

Nie obchodzi się Sylwestra jako takiego, natomiast bardzo popularne są bonenkaie, takie spotkania żegnajace stary rok. Odbywają się praktycznie przez cały grudzień. My też byliśmy na jednym 🙂 jak zwykle się objadłam. Jak tak dalej pójdzie to zabraknie dla mnie rozmiarówki w Uniqlo…

My Sylwestra spędziliśmy w barze na Ikebukuro prowadzonym pół Irlandczyka- pół Japończyka, dokąd zabrał nas japoński znajomy. Nie było imprezowego szału ani szampana  😉 przez większość wieczoru sączyliśmy drinki (ja piłam niebieskiego, lekko kwaśnego drinka – specjalność właściciela) i oglądaliśmy tv. No cóż, nie posiadamy telewizora w domu, więc wciągneliśmy się nieco. Oglądaliśmy walki bokserskie. Wszystkie wygrali Japończycy. Tylko na chwilę kanał został zmieniony na NHK, gdzie tradycyjnie, jak co roku, transmitowano muzyczne show na żywo, czyli Kõhaku. Podczas show rywalizują ze sobą dwie drużyny złożone z japońskich artystów. Drużyna „czerwona” (akagumi) złożona jest z kobiet. W skład drużyny „białej” (shirogumi) wchodzą mężczyźni. W tym roku, skład męskiej drużyny zasilił (chyba obecnie najpopularniejszy) boysband Arashi. Nie rozeznaje się w ich twórczości, ale młodsze koleżanki mnie oświeciły. Jedynym japońskim celebrytą, którego rozpoznałam był tylko Takeshi Kitano, ale on brał udział w innym show, gdzie przepytywał znanych japońskich sportowców. Wracając do Kõhaku, w tym roku wygrali „biali”. Z pewnością dużym atutem tej drużyny był wspominany boysband.

O północy wznieślimy toast i pożyczyliśmy sobie: akeome. Jest to skrót od „akemashite omedetou gozaimasu”, co można przetłumaczyć jako szczęśliwego nowego roku.  Nie wybraliśmy się do świątyni na bicie dzwonu, a dokładnie na 108 bić dzwonu. Wydaje mi się, że o północy dzwon dzwoni ostatni sto ósmy raz. Zgodnie z buddyzmem,  108 uderzeń w dzwon symbolizuje 108 grzechów i ludzkich pokus, których można się pozbyć na Nowy Rok. My odwiedziliśmy świątynię dopiero w drodze powrotnej do domu. Mimo bardzo późnej godziny było sporo ludzi przychodzących pomodlić się po raz pierwszy w Nowym Roku.

Kolejną z możliwości powitania Nowego Roku jest pojechanie np. nad morze i zobaczenie pierwszego wschodu słońca (hatsuhi), jak uczyniła nasza znajoma. Jak się wpisze się w Google formułkę typu „najlepsze miejsca na pierwszy wschód słońca” wyskakuje mnóstwo stron.

Nieodłącznym elementem Nowego Roku są nengajõ, czyli kartki noworoczne. Poczta roznosi je dokładnie 1 stycznia. Wypada wysłać taką kartkę nie tylko do rodziny, ale też do znajomych i wszystkich, którym coś zawdzięczamy. Ja niestety nie posiadam adresu domowego mojego japońskiego senseia, więc wysłałam mu życzenia mało tradycyjną metodą, czyli mailem.

Na celebrację Nowego Roku udaliśmy się do japońskich teściów mojej znajomej, tej samej, która zaprosiła mnie na przepyszną Wigilię. Spędziliśmy cudownie czas. I mieliśmy okazję zakosztować osechi ryõri, czyli tradycyjnych potraw podawanych na właśnie takie okazje jak Nowy Rok. Potrawy podawane są w kwadratowych, drewnianych lub lakowych pudełkach. Każda potrawa ma swoje znaczenie, jak na przykład ikra śledzia (? – nie jestem pewna czy dobrze to zrozumiałam w natłoku informacji …) gwarantuje płodność. Oprócz ikry, nie zabrakło czarnej słodkiej fasolki, korzenia lotosu, ośmiornicy, krewetek, kraba (PRZEPYSZNY) i wielu innych smakołyków. Dla odmiany znów się opychaliśmy 😉 K. był częstowany przez Pana Teścia nalewką na kobrze i żmiji. Dał radę i sprostał wyzwaniu „mocnej głowy” 😉 Ja się raczyłam przepyszną sake. To był naprawdę wspaniały dzień i jesteśmy z K. bardzo wdzięczni naszej znajomej i jej mężowi za to zaproszenie i umożliwienie nam spędzenia tego czasu w tradycyjny japoński sposób.

1

2

W tle nalewka na kobrze …

3

Czas podczas jedzenia umilał nam (choć nie wiem czy można użyć czasownika „umilać” w kontekście japońskich show telewizyjnych) show, gdzie haafu (czyli „połówki” – pół Japończycy, poł inna narodowość) wypełniali różne zadania. Niezbyt ambitne oczywiście. I tak dla przykładu, pół Japończyk  – pół Amerykanin nie mówiący po angielsku zostaje wysłany do Nowego Jorku. Wśrod uczestników jest też pół Polak o imieniu Napo, co jak się okazało jest skrótem od Napoleona.  Z jakiekoś powodu uczestnicy to głównie sami mężczyźni, więc stwierdziłyśmy ze znajomą, że albo chodzi o brak równouprawnienia albo kobiety tak ochoczo nie chcą z siebie robić głupka w telewizji 😉

Zdjęcia jedzonka dorzucę niebawem, bo piszę ten post korzystając z prezentu od  Świętego Mikołaja, który w tym roku okazał się bardzo hojny.

Widzę, że dość się rozpisałam. Zatem osobnego posta poświęce urodzie mego męża K. okrzykniętego mianem kakkoi (nie po raz 1szy i nie po raz ostatni pewnikiem).

A tymczasem: よいお年を☆

Reklamy

11 Komentarzy

Filed under czyli matsuri, Foto, Kuchnia japońska

11 responses to “Oshogatsu, czyli Nowy Rok po japońsku

  1. No to akeome! 🙂 Czekam na zdjecia. 🙂

  2. Czyli jak widać się udało 🙂 To osechi, które tam jest na zdjęciach, to przynajmniej osechi 😛 u nas była mała pro forma.
    A jak smakuje nalewka z kobry? Czuć wężem? 😀
    Świetnie, że wszystko się elegancko udało. Jaki Nowy Rok, taki cały rok, w związku z tym zaczęliście luksusowo, my stwarzaliśmy pozory 😛 a większość Polaków leżała pod stołem 😛 Wobec tego jest nadzieja, że w tym roku nic złego nas nie będzie nękać.

    • udało się wyśmienicie 🙂 Wasze osechi było super, podziwiam, że Wam się chciało a wiem, że w Polsce nie łatwo (i nie tanio) dostać pewne produkty, więc super! Inwencja się liczy 🙂 ja niestety nie próbowałam nalewki, ale K. twierdzi, że mocna 😉 węża nie czuł 😛

  3. Misia

    odlotowo to jedzonko wygląda 🙂 i podziwiam K. ja bym nie tknęła takiej nalewki, ale mój K. z Twoim K. to by dali czadu hehehehe

    • jedzenie było przepyszne – niebo w gębie, że tak się wyrażę! a co do nalewki, to ja też czułam się tak trochę creepy jak ta kobra tak na mnie zerkała z tej butelki…

  4. Witaj i Akeome!
    Czy wspomniane przez Ciebie imprezy „bonenkai” mają charakter rozliczeniowo-zapominkowy, kiedy przypomina się, wybacza i „zapomina” różne błędy, wpadki, grzeszki, itp. ze starego roku?
    Pozdrawiam. Robert’S

    • W pewnym sensie tak, bardziej jednak chodzi o „zapominanie”. Spotkanie na którym ja byłam, nie miało charakteru rozliczeniowego. Nie mówiło się o wydarzeniach z mijającego roku, po prostu jedliśmy i piliśmy. Ale myślę, że początkowo założenie „bonenkaia” właśnie takie było, już same znaki na to wskazują, bo dosłownie bonenkai można przetłumaczyć jako „spotkanie zapominające rok”. Z chęcią przyjrzę się temu bliżej i napiszę coś więcej 🙂 (np. kiedy po raz pierwszy zaczęły odbywać się takie spotkania).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s