Monthly Archives: Styczeń 2014

Long time no see, czyli wizyta w Nagoya

Mój ponoworoczny brak odzewu spowodowany był przygotowywaniem się do happyo, czyli referatu na seminarium. Poszło dobrze, sensei pokiwał głową z uznaniem, więc chyba „dramatu nie było”. Historię, o której mówiłam zamieszczę w kolejnym wpisie. Dziś króciutko, nie miałam dostępu do internetu bo od piątku jesteśmy w Nagoya w odwiedzinach u kolegi. Nagoya zajmuje w moim sercu szczególne miejsce (w dobrym i złym znaczeniu 😉 ), ponieważ  mieszkałam w Nagoyi w 2008 r., podczas mojej pierwszej wizyty w Japonii.

Jak to uznał kolega, Nagoya jest „mildly interesting” z czym trudno się nie zgodzić 😉 ale jest zamek Nagoya, jest i zamek w Inuyamie, a także dwie świątynie związane z kultem płodności Tagata jinjga i Oogata jinja. Nie można zapomnieć też o wielkim chramie Atsuta, w którym przechowywany jest miecz Kusanagi no tsurugi („Miecz Trawosiecz”), który wchodzi w skład regaliów cesarskich. Byliśmy też na wycieczce w browarze Kirin, która również była interesującym doświadczeniem. To wszystko również wkrótce znajdzie się na blogu w ramach wspominek z podróży sentymentalnej 😉 a teraz już lecę bo zamek Nagoya czeka!

4 Komentarze

Filed under Uncategorized

Oshogatsu, czyli Nowy Rok po japońsku

Zgodnie z obietnicą i noworocznymi postanowieniami dziś kolejny wpis. Tym razem o celebrowaniu Nowego Roku.

Celebracja Nowego Roku jest w Japonii ważnym wydarzeniem i świętem. Do tego jest to chyba jedno z niewielu wydarzeń w roku na które przypada tak długa przerwa od pracy i szkoły. W tym roku „wolne” było od 31 grudnia i potrwa do jutra. Szczęśliwcy tacy jak ja, do szkoły wrócą dopiero w połowie przyszłego tygodnia 😉

Dawniej grudzień po japońsku brzmiał „shiwasu”, co można przetłumaczyć jako „zabiegany mistrz”. Grudzień był bardzo pracowitym miesiącem, ponieważ do końca roku trzeba było pozakańczać wszystkie sprawy i np. spłacić długi.

Nie obchodzi się Sylwestra jako takiego, natomiast bardzo popularne są bonenkaie, takie spotkania żegnajace stary rok. Odbywają się praktycznie przez cały grudzień. My też byliśmy na jednym 🙂 jak zwykle się objadłam. Jak tak dalej pójdzie to zabraknie dla mnie rozmiarówki w Uniqlo…

My Sylwestra spędziliśmy w barze na Ikebukuro prowadzonym pół Irlandczyka- pół Japończyka, dokąd zabrał nas japoński znajomy. Nie było imprezowego szału ani szampana  😉 przez większość wieczoru sączyliśmy drinki (ja piłam niebieskiego, lekko kwaśnego drinka – specjalność właściciela) i oglądaliśmy tv. No cóż, nie posiadamy telewizora w domu, więc wciągneliśmy się nieco. Oglądaliśmy walki bokserskie. Wszystkie wygrali Japończycy. Tylko na chwilę kanał został zmieniony na NHK, gdzie tradycyjnie, jak co roku, transmitowano muzyczne show na żywo, czyli Kõhaku. Podczas show rywalizują ze sobą dwie drużyny złożone z japońskich artystów. Drużyna „czerwona” (akagumi) złożona jest z kobiet. W skład drużyny „białej” (shirogumi) wchodzą mężczyźni. W tym roku, skład męskiej drużyny zasilił (chyba obecnie najpopularniejszy) boysband Arashi. Nie rozeznaje się w ich twórczości, ale młodsze koleżanki mnie oświeciły. Jedynym japońskim celebrytą, którego rozpoznałam był tylko Takeshi Kitano, ale on brał udział w innym show, gdzie przepytywał znanych japońskich sportowców. Wracając do Kõhaku, w tym roku wygrali „biali”. Z pewnością dużym atutem tej drużyny był wspominany boysband.

O północy wznieślimy toast i pożyczyliśmy sobie: akeome. Jest to skrót od „akemashite omedetou gozaimasu”, co można przetłumaczyć jako szczęśliwego nowego roku.  Nie wybraliśmy się do świątyni na bicie dzwonu, a dokładnie na 108 bić dzwonu. Wydaje mi się, że o północy dzwon dzwoni ostatni sto ósmy raz. Zgodnie z buddyzmem,  108 uderzeń w dzwon symbolizuje 108 grzechów i ludzkich pokus, których można się pozbyć na Nowy Rok. My odwiedziliśmy świątynię dopiero w drodze powrotnej do domu. Mimo bardzo późnej godziny było sporo ludzi przychodzących pomodlić się po raz pierwszy w Nowym Roku.

Kolejną z możliwości powitania Nowego Roku jest pojechanie np. nad morze i zobaczenie pierwszego wschodu słońca (hatsuhi), jak uczyniła nasza znajoma. Jak się wpisze się w Google formułkę typu „najlepsze miejsca na pierwszy wschód słońca” wyskakuje mnóstwo stron.

Nieodłącznym elementem Nowego Roku są nengajõ, czyli kartki noworoczne. Poczta roznosi je dokładnie 1 stycznia. Wypada wysłać taką kartkę nie tylko do rodziny, ale też do znajomych i wszystkich, którym coś zawdzięczamy. Ja niestety nie posiadam adresu domowego mojego japońskiego senseia, więc wysłałam mu życzenia mało tradycyjną metodą, czyli mailem.

Na celebrację Nowego Roku udaliśmy się do japońskich teściów mojej znajomej, tej samej, która zaprosiła mnie na przepyszną Wigilię. Spędziliśmy cudownie czas. I mieliśmy okazję zakosztować osechi ryõri, czyli tradycyjnych potraw podawanych na właśnie takie okazje jak Nowy Rok. Potrawy podawane są w kwadratowych, drewnianych lub lakowych pudełkach. Każda potrawa ma swoje znaczenie, jak na przykład ikra śledzia (? – nie jestem pewna czy dobrze to zrozumiałam w natłoku informacji …) gwarantuje płodność. Oprócz ikry, nie zabrakło czarnej słodkiej fasolki, korzenia lotosu, ośmiornicy, krewetek, kraba (PRZEPYSZNY) i wielu innych smakołyków. Dla odmiany znów się opychaliśmy 😉 K. był częstowany przez Pana Teścia nalewką na kobrze i żmiji. Dał radę i sprostał wyzwaniu „mocnej głowy” 😉 Ja się raczyłam przepyszną sake. To był naprawdę wspaniały dzień i jesteśmy z K. bardzo wdzięczni naszej znajomej i jej mężowi za to zaproszenie i umożliwienie nam spędzenia tego czasu w tradycyjny japoński sposób.

1

2

W tle nalewka na kobrze …

3

Czas podczas jedzenia umilał nam (choć nie wiem czy można użyć czasownika „umilać” w kontekście japońskich show telewizyjnych) show, gdzie haafu (czyli „połówki” – pół Japończycy, poł inna narodowość) wypełniali różne zadania. Niezbyt ambitne oczywiście. I tak dla przykładu, pół Japończyk  – pół Amerykanin nie mówiący po angielsku zostaje wysłany do Nowego Jorku. Wśrod uczestników jest też pół Polak o imieniu Napo, co jak się okazało jest skrótem od Napoleona.  Z jakiekoś powodu uczestnicy to głównie sami mężczyźni, więc stwierdziłyśmy ze znajomą, że albo chodzi o brak równouprawnienia albo kobiety tak ochoczo nie chcą z siebie robić głupka w telewizji 😉

Zdjęcia jedzonka dorzucę niebawem, bo piszę ten post korzystając z prezentu od  Świętego Mikołaja, który w tym roku okazał się bardzo hojny.

Widzę, że dość się rozpisałam. Zatem osobnego posta poświęce urodzie mego męża K. okrzykniętego mianem kakkoi (nie po raz 1szy i nie po raz ostatni pewnikiem).

A tymczasem: よいお年を☆

11 Komentarzy

Filed under czyli matsuri, Foto, Kuchnia japońska

I po świętach… i w Nowym Roku…

Jedno z moich postanowień noworocznych to częstsze zamieszczanie wpisów na blogu. Obiecałam wpis i w końcu się pojawił, jak zwykle z lekkim obsuwem czasowym. Ale niestety sesja za pasem i trzeba było zająć się pisaniem prac na koniec semestru. W zasadzie ciągle jestem w trakcie pisania i przygotowania mojego wystąpienia na zajęciach z czytania tekstów klasycznych. Jeśli po 9 stycznia nie pojawią się żadne wpisy oznaczać to będzie, że padłam na zawał ze stresu przed wystąpieniem….

Zbliżające się Święta czuć już było za sprawą iluminacji, choinek, piosenek (w tym roku w naszym centrum handlowym zdecydowanie wygrała Britney Spears z utworem „My Only Wish” pokonując Mariah Carey i Wham) i Colonela w przebraniu Świętego Mikołaja zachęcającego do zakupu świątecznego zestawu kurczaka.

Nie mam wątpliwości, że opisy typu „jak święta spędza się w Japonii” pojawiły się już kilkakrotnie na blogach i stronach poświęconych kulturze japońskiej, więc postaram się to oddać w dużym skrócie. W Japonii nie celebruje się Bożego Narodzenia, z racji tego, że jest to kraj, gdzie główne religie to buddyzm i szinto. Oczywiście nie brakuje i katolików i Kościołów. Z pewnością też są osoby obchodzące święta podobnie jak obchodzi się je w Polsce (np. japońska Polonia 😉 ). Święta, czyli „Kurisumasu” mają w Japonii bardziej wymiar komercyjny w amerykańskim stylu. Nie jest to czas wolny od pracy i raczej nie ubiera się choinki. Choć, moim zdaniem, w domach, gdzie są dzieci taką choinkę się ubiera i kupuje prezenty. 24 grudnia to kolejna odsłona „dnia zakochanych”, można wtedy iść z ukochaną osobą na randkę do eleganckiej restauracji. Natomiast 25 grudnia w ramach posiłku można zjeść zamówiony wcześniej w KFC, Family Markt czy w MOS Burgerze świąteczny zestaw kurczaka i kurisumasu keeki, o którym już pisałam.

Nasze święta, choć z dala od bliskich, były pełne uroku i świątecznej atmosfery. Nawet naszła mnie taka myśl, że gdy człowiek nie jest przytłoczony taką świąteczną gorączką przygotowań i zakupów jaka panuje w Polsce, potrafi się cieszyć z tych świąt bardziej. Pierwszą kolację wigilijną zjadłam w towarzystwie polskiej znajomej i była to prawdziwa uczta. Ryba w winnym sosie, ziemniaki i kapusta świąteczna. Nie zabrakło czerwonego barszczu – z proszku, bo buraki w Japonii drogie. Ja, w tym roku nie poszalałam kulinarnie, i zrobiłam tylko sałatkę jarzynową bez selera i pietruszki niestety. Seler drogi, natomiast pietruszki (korzenia) nie można tu dostać. Ogórki kiszone zastąpiłam małymi ogóreczkami konserwowymi do hot-dogów 😉 W ramach kurisumasu-keeki miałyśmy przepyszne tiramisu, na samo wspomnienie cieknie mi ślinka.

zdjęcie 2

Z braku dużej miski, musiałam wymieszać sałatkę w woku 🙂

zdjęcie 1

Drugą kolację zjedliśmy po północy w towarzystwie innej polskiej znajomej, która dołączyła do nas po swoim baito. To była iście eklektyczna uczta 😉 W myśl zasady: „when in Rome, do as the Romans do”, na naszym stole nie zabrakło zestawu z KFC. Nie zdecydowałam się na zestaw świąteczny, ponieważ kompletnie zaskoczyły mnie ceny. Dość drogo jak na jedzenie z fast-fooda. Kupiłam mały zestaw z klasycznej oferty, ponieważ nasza znajoma jest wegetarianką, więc nie musieliśmy mieć dużej porcji. Oprócz KFC, na stole pojawiło się sushi, sałatka jarzynowa, japońskie przekąski a to wszystko popite barszczem z proszku 🙂 Kurczak był całkiem smaczny, natomiast sałatka coleslaw okropna! Kompletnie nam nie smakowała. W ramach słodyczy mieliśmy krówki z Milanówka i toruńskie pierniki. Nie zabrakło też sezonowych smakow lodów Haagen Dazs (których jestem wielką fanką). Mi najbardziej smakowały Foret Noire. Pyszka!

zdjęcie 3

„Wigilijny” stół

zdjęcie 4

Chicken & chips

zdjęcie 5

Pierwszego i drugiego dnia świąt dalej się opychaliśmy, tym razem podjęłam próbę zrobienia zupy grzybowej. Całkiem się udało 😉 choć musiałam się poratować zupą z proszku. Pospacerowaliśmy sobie po naszej okolicy, by spalić świąteczne kalorie i nagle okazało się, że już po świętach i można wyruszyć na świąteczne sales!

Wpis o Nowym Roku jutro!

4 Komentarze

Filed under Kuchnia japońska, Życie codzienne