Halu halu

Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu. Gomenasai. Powodów jest kilka.

Primo: chyba nie nadaję się na bloggerkę (kiepsko u mnie z czynnościami, które wymagają powtarzalności i zaagnażowania). Z „szóstki Weidera” zrezygnowałam po dwóch dniach… A buty do joggingu ciągle stoją w szafie, nieśmiało czekając na ujrzenie tokijskiego bruku.

Duo: na przełomie października i listopada zaliczyłam kompletny spadek formy. Zasapałam się wchodząc na trzecie piętro, może nie jestem super wysportowana, ale ze schodami sobie jeszcze radzę. Dopadła mnie również wielka tęsknota za moimi koteczkami pozostawionymi pod opieką mojej mamy w Warszawie.

I po trzecie, wzięłam się do roboty nad swoim doktoratem. Broń Boże, nie napisałam jeszcze ani jednej strony, ale czytam, szukam źródeł, planuje włajaż do dalekiej pref. Akita, gdzie podobno znajduje się mauzoleum Ono no Komachi (w sensie, że grób). Co więcej, dostałam się na grudniową konferencję na Waseda Daigaku, gdzie spróbuję zaprezentować wizerunek Ono no Komachi we współczesnej literaturze, począwszy od opowiadania Akutagawy Ryunosuke z 1924 r. pt. „Dwie Komachi” (Futari  Komachi).

W czasie tej długiej przerwy w pisaniu zdążyłam nabawić się ogromnej niechęci do japońskiej policji, a szczególnie panów z kobanuktórzy zatrzymują mnie i K. za każdym razem jak rowerem przemierzamy sobie Tokio (serio, to się zaczyna robić nudne). Nie łamiemy przepisów, w przeciwieństwie do Japończyków, jeździmy po ścieżkach rowerowych (jeśli są) i staramy się nikogo nie rozjechać. Przy każdym zatrzymaniu do kontroli jesteśmy spisywani i przeptywani, czy aby przypadkiem nie ukradliśmy rowerów. Kiedy zgodnie z prawdą odpowiadamy, że nie, panowie sprawdzają numery naszych rowerów i weryfikują nasze zeznania. To ciągłe spisywanie zniechęca mnie także do korzystania z roweru. Nie mam pojęcia o co im chodzi, i skąd te przypuszczenia, że przyjechaliśmy tu kraść rowery za 9,000 jenów/szt.

Z pozytywów (równowaga w przyrodzie musi być zachowana): K. ostatnio zostawił w metrze swoją torbę z tabletem, książkami itp. (szczęśliwie bez portfela z dokumentami). Torba z całą zawartością została przez nas odebrana w centrum rzeczy zaginionych (i odnalezionych). Zwrócili nam nawet za bilet na metro.

Dobranoc.

Obiecuję poprawę i będzie więcej wpisów. Może w końcu coś o Komachi?

Aaa, obejrzeliśmy też Kaze tachinu i wybieramy się na Kaguya hime no monogatari. Oba filmy ze studia Ghibli.

Reklamy

8 Komentarzy

Filed under Uncategorized, Życie codzienne

8 responses to “Halu halu

  1. Misia

    no stęskniłam się za wpisami od Ciebie 🙂 dobrze że jesteś i nie smutkuj się kochanie!!! :*** ale Ci policjanci to fagasy…

  2. Myslisz, ze masz zle jezdzac rowerem? Sprobuj samochodem! I za kazdym razem otwarte zdziwienie, ze obcy moze miec japonskie prawo jazdy i byc wlascicielem samochodu.

    • Co innego zdziwienie, a co innego nadmierna dociekliwość mocno ocierająca się o dyskryminację:]

      • Biala malpa, skoro jestes biala, to niestety malo wiesz o dyskryminacji w Japonii. Nie wiem, gdzie mieszkasz w JP, ale u mnie na okraglo policja sprawdza rowery licealistom jak jada rano do szkoly, albo w weekendy przy glownej bibliotece miejskiej (bo to ponoc bardzo popularne miejsce kradziezy). Czy taka dociekliwosc wzgledem rdzennych mieszkancow rowniez ociera sie o dyskryminacje?

    • domyślam się, że samochód to wyższa szkoła jazdy i wielkie „WoW”, że ktoś spoza Japonii może sobie z tym radzić. Po prostu to ciągłe sprawdzanie jest okropnie upierdliwe i te domysły, że mogłam ukraść rower… Myślę również, że policja mogła by się zająć innymi sprawami np. pomagać kobietom, które mają do czynienia z „chikanami” itp. Ostatnio trafiłam na to: http://www.japantimes.co.jp/community/2013/10/23/voices/japan-no-safe-country-for-foreign-women/#.Uo7G3mQRApA + posłuchałam trochę znajomych, które opowiadały podobne historie. Ktoś podesłał mi również Twojego posta z 2011 o gwałcie i stąd rozgoryczenie.

      • Japonia nie jest bezpieczna nawet dla Japonek i to warto podkreslic, zamiast rozczulac sie nad losem biednych cudzoziemek, tak jak zrobila to autorka tego artykulu w JT. Zdziwiona bylam, ze po tylu latach w Japonii ona byla zdziwiona tym co ja spotkalo.
        Ja padlam ofiara przestepstwa trzy razy w zyciu. Raz w super niebezpiecznym RPA, drugi raz w niebezpiecznych Indiach (tam to mozna pisac, ze kraj nie jez bezpieczny dlal cudzoziemek) i raz Osace. Policja w RPA i Indiach mnie wysmiala.
        Ale o dziwo, policja w Osace byla bardzo profesjonalna i pomocna.
        Mam tez poniekad regularny kontakt z lokalna policja (za sprawa sytuacji z moja tesciowa) i za kazdym razem sa profesjonalni, bez uprzedzen, mysla logicznie i sa pomocni.

      • Oczywiście zgadzam się z Tobą. Ja jestem w Japonii od niedawna, i do tej pory nie przydarzyło mi się nic nie przyjemnego. I dlatego np. zdziwił mnie jej artykuł w JP.
        Wzmianka o rowerze i policji to opis moich odczuć, bo naprawdę to dość frustrujące, kiedy tak często ktoś Cię legitymuje, zadaje pytania itp. Wiem, że chodzi o częste kradzieże rowerów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s