Monthly Archives: Listopad 2013

百夜通い(ももよがよい), czyli 100 nocnych odwiedzin

Obecnie przygotowuję się do konferencji, gdzie mam zamiar przedstawić jak postać Ono no Komachi ukazana jest we współczesnej literaturze i kulturze (na mój speech przeznaczone jest ok. 20 min., więc muszę ograniczyć się do kilku przykładów). Postanowiłam więc zdradzić nieco, czym się zajmuję.

Z postacią poetki związane jest kilka legend, ale chyba najbardziej znana to ta o 100 nocnych odwiedzinach. Ono no Komachi uchodziła za niezwykle piękną damę dworu i utalentowaną poetkę. Tym samym była obiektem westchnień wielu mężczyzn. Jednym z nich był Fukakusa no Shõshõ. Komachi chcąc upewnić się w stałości uczuć Fukakusy, poleciła mu odwiedzać ją przez sto nocy z rzędu. Jeśli młodzieniec będzie wytrwały, setnej nocy spotkają się. Mimo chłodu, deszczu, śniegu, Fukakusa pojawiał się co noc. Niestety zmarł 99 nocy.

Legenda ta znacznie przyczyniła się do wykreowania wizerunku Ono no Komachi jako nieczułej kobiety obojętnej na zalotników. Legenda pojawia się w kilku źródłach w różnych wersjach i tu chciałabym podkreślić, że główna bohaterka tej opowieści (nie od początku była określana jako Ono no Komachi) prezentowała nieco inną postawę wobec Fukakusy. A jego śmierć bardzo ją zasmuciła.

W każdym razie, wersja o nieczułej Komachi została spopularyzowana przez sztukę teatru nõ  pt. Sotoba Komachi (Stupa i Komachi, XIV w.). W dużym skrócie jest to rozmowa starej, 99-cio letniej Ono no Komachi (jej uroda już dawno przeminęła, zalotnicy zniknęli a ona wyczekuje końca swych dni jako żebraczka) z buddyjskim mnichem, któremu Komachi wyznaje jak źle potraktowała swojego niedoszłego kochanka Fukakusę.

Mimo upływu lat, a właściwie wieków, historia Komachi i Fukakusy wciąż jest obecna w kulturze japońskiej (i nie tylko).

sotoba komachi yukio

Sotoba Komachi (Mishima Yukio) źródło: http://ecx.images-amazon.com/images/I/319PIID-aPL.jpg (dostęp 25/11/13)

W latach 20. XX w. Akutagawa Ryuunosuke (1892-1927) napisał opowiadanie pt. Futari Komachi (Dwie Komachi, 1924 r.). Ono no Komachi zostaje odwiedzona przez posłańca z piekła, który oświadcza jej, że jej czas na ziemi dobiega końca. Komachi nie chce umierać, gdyż jak wyznaje „ma dopiero 21 wiosen i jej uroda jest w rozkwcie”. Chcąc zmiękczyć posłańca opowiada mu wielkiej miłości, która łączy ją z Fukakusą no Shõshõ. Co więcej, dodaje, że spodziewa się ich dziecka. W rezultacie posłaniec decyduje się na odebranie życia innej damie o imieniu Komachi, by oszczędzić Ono no Komachi. Dość szybko okazuje się, że kobieta go oszukała, a między nią i Fukakusą nigdy nie doszło do zbliżenia, ponieważ jest on właśnie w trakcie stu nocnych odwiedzin…

Z kolei Mishima Yukio (1925-1970) przerobił na potrzeby współczesnego teatru sztukę Sotoba Komachi z XIV w. Mishima przeniósł akcję w lata 50. Jego Komachi to żebraczka przesiadująca w parku i zbierająca niedopałki. Jednego wieczora spotyka młodego poetę, któremu opowiada o czasach swojej świetności i właśnie o Fukakusie, któremu złamała serce. Tym samym Yukio pokazuje jak uniwersalna jest treść sztuki, jej akcję można przenieść do dowolnego miejsca na świecie. Nie brakuje również odwołań do charakterystyczych dla teatru nõ elementów, takich jak pojawianie się duchów czy do elementu tańca. W tym przypadku jest to walc straussa.

three poets

Komachi i Fukakusa (Three Poets) źródło: http://www.jsnyc.com/linney_remembrance.htm (dostęp: 25/11/13)

XIV-wieczna Sotoba Komachi zainspirowała również innego twórcę. Amerykański dramatopisarz Romulus Linney (1930-2011) zdecydował się poświęcić Ono no Komachi i Fukakusie jeden akt swojej sztuki Three Poets (Trzy Poetki) z 1990 r. Ono no Komachi i Fukakusa prowadzą dialog. Fukakusa zarzuca Komachi złe traktowanie, odrzucenie jego miłości. Ono no Komachi wyśmiewa jego próby poetyckie i poprawia go. Jest wobec niego okrutna i daje mu do zrozumienia, że nie zdobędzie jej serca. W sztuce pojawia się kilka jej wierszy. Niestety i tu nie ma happy-endu i dochodzi do tragicznego finału.

komachi

Ono no Komachi w serialu anime źródło: http://www.anime-utakoi.jp/#chart (dostęp: 25/11/13)

I na koniec anime. Chõyaku Hyakunin Isshu: Utakoi (Dowolna intepretacja zbioru z Ogura: wiersze miłosne) z 2012 r. Ta dwunastoodcinkowa seria anime skupiona jest wokół poetów, których wiersze znalazły się w zbiorze poezji Ogura Hyakunin Isshu (Zbiór z Ogura: po jednym wierszu od stu poetów) skompilowanym w XII w. przez Fujiwara no Teikę (1162-1241). Ono no Komachi pojawia się jako bohaterka aż w 3 odcinkach, ale tylko jeden z nich to odwołanie do legendy o 100 nocnych odwiedzinach. Ono no Komachi jest młodą damą znaną jako Ono no Yoshiko (Ono no Komachi to będzie jej przyszły przydomek literacki), o której krążą dość krytyczne plotki na dworze, gdyż Yoshiko postanowiła oddać swoją ręku temu, który odwiedzi ją przez 100 nocy z rzędu. Dworzanie, którym to zadanie nie powiodło się z rozgoryczeniem opowiadają o swoich doświadczeniach. Wkrótce też pojawia się informacja, że ojciec Yoshiko ma zamiar wysłać ją na dwór, by została cesarską nałożnicą. Wówczas do akcji wkracza Yoshimine no Munesada (816-890, bardziej znany jako mnich Henjõ, również jeden z Sześciu Wielkich Mistrzów Poezji). Munesada i Komachi wychowali się razem. Wieści o ewentualnym wstąpieniu młodej damy na dwór cesarski sprawiają, że Munesada zdaje sobie sprawę, jak bardzo ją kocha. Decyduje się więc na podjęcie wyzwania. Nocne odwiedziny to okazja do rozmów z Yoshiko i poznania powodów, dla których tak wysoko podniosła poprzeczkę swoim zalotnikom. Yoshiko nie jest tu nieczułą damą, wręcz przeciwnie. Można zaryzykować stwierdzenie, że swoją postawą domaga się równouprawienia 😉 Nie chcę spoilować, więc dodam tylko, że wizerunek Yoshiko w serialu daleki jest od wizerunku kobiety fatalnej. To młoda kobieta, która marzy o byciu „kimś więcej niż żoną wiecznie czekająca na męża” (w epoce Heian mężczyzna mógł mieć kilka żona (jedną główną i żony poboczne), bardzo często kobieta po zamążpójściu pozostawała w swojej rezydencji i małżonek odwiedzał ją kiedy miał ochotę). 

8 Komentarzy

Filed under Epoka Heian, Ono no Komachi

Rekomendacje sobotnie i „koci” szał

Jestem zachwycona japońską jesienią. Zbliża się koniec listopada, a pogoda w Tokio jest bardzo przyjemna i zachęcająca do spacerów. W tym tygodniu zaliczyliśmy dwie długie piesze wędrówki po Tokio. Jak tylko posegreguję zdjęcia z pewnością wrzucę z krótkimi opisami.

Natomiast zaraz po Halloween w Tokio zapanował świąteczny nastrój. Dynie i nietoperze ustąpiły miejsca świętym mikołajom, choinkom i ozdobom świątecznym. KFC i Mos Burger wywiesiły już swoje oferty na „świątecznego” kurczaka. W centrach handlowych można posłuchać „All I want for Christmas” czy „Last Christmas”. W naszej dzielnicy odpalono już świąteczną iluminację. Ale o „Christmas Time” po japońsku, a bardziej o świętowaniu Nowego Roku w innym poście.

Dziś, natomiast, o kilku sprawach, które wzbudziły moje zainteresowanie. Chciałabym polecić cykl esejów o Japonii i jednego bloga. Autorką „Listów z Tokio” jest dr Iwona Merklejn, japonistka i medioznawca, obecnie „luźno” związana z Uniwerystetem Tokijskim. Eseje pojawiają się raz na dwa tygodnie na stronie polonia-jp.jp. Od pierwszego eseju stałam się ich wielką fanką i z niecierpliwością czekam na kolejne. Moim zdaniem są ciekawą propozycją wśród innych blogów i książek poświęconych Japonii. Autorka mieszka od kilku lat w Tokio i jej spostrzeżenia (przynajmniej w mojej opinii) są bardzo celne. Porusza też kwestie, o których zazwyczaj rzadko się mówi. I co najważniejsze, nie powiela stereotypów.

Druga rekomendacja to blog „Japonia na bakier”. Znalazłam go buszując z kolei na innym blogu – PodróżeJaponia. Autorką „Japonii na bakier” jest Aya – Japonka mieszkająca w Tokio. Aya pisze swój blog po polsku! Choć przeprasza za błędy (zupełnie niepotrzebnie), płynnie posługując się językiem polskim pisze to, co „przychodzi jej do głowy”, a przede wszystkim pisze o Japonii i Tokio. Nie brakuje też wpisów o samym języku japońskim, więc każdy kto uczy się japońskiego może dzięki blogowi Ayi poszerzyć swoje słownictwo.

Na koniec, trochę z innej beczki. Kilka dni temu na portalu BuzzFeed pojawiła się galeria kocich zdjęć autorstwa Fubiraia. Fotograf spędził ostatnie pięć lat dokumentując życie pół dzikich kotów z wyspy w Fukuoce. Koty są dokarmiane przez lokalnych mieszkańców i niczym daniele z Nary, włóczą się po całym miasteczku i porcie. Więcej zdjęć można znaleźć na blogu fotografa. Jeśli starczy mi czasu, to z wielką przyjemnością odwiedzę to miejsce 🙂

Z kolei w naszym małym tokijskim mieszkanku również zagościł kolejny kot. Do grumpy-kociej-podszuki dołączył gadżet na papier toaletowy. Jest absolutnie kawaii, więc jak tylko zobaczyłam go na stoisku „z mydłem i powidłem” jak nieśmiało wyglądał spośród innych rzeczy, musiałam go kupić. Pięknie pasuje do naszej właśnie-co-odremontowanej łazienki. Zdaniem K. gażdżet na papier jest namiastką naszej Kali. No cóż, może coś w tym jest…

kali

Kali-podobny gadżet na papier.

7 Komentarzy

Filed under Polecam!, Publikacje, Zwierzaki, Życie codzienne

Halu halu

Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu. Gomenasai. Powodów jest kilka.

Primo: chyba nie nadaję się na bloggerkę (kiepsko u mnie z czynnościami, które wymagają powtarzalności i zaagnażowania). Z „szóstki Weidera” zrezygnowałam po dwóch dniach… A buty do joggingu ciągle stoją w szafie, nieśmiało czekając na ujrzenie tokijskiego bruku.

Duo: na przełomie października i listopada zaliczyłam kompletny spadek formy. Zasapałam się wchodząc na trzecie piętro, może nie jestem super wysportowana, ale ze schodami sobie jeszcze radzę. Dopadła mnie również wielka tęsknota za moimi koteczkami pozostawionymi pod opieką mojej mamy w Warszawie.

I po trzecie, wzięłam się do roboty nad swoim doktoratem. Broń Boże, nie napisałam jeszcze ani jednej strony, ale czytam, szukam źródeł, planuje włajaż do dalekiej pref. Akita, gdzie podobno znajduje się mauzoleum Ono no Komachi (w sensie, że grób). Co więcej, dostałam się na grudniową konferencję na Waseda Daigaku, gdzie spróbuję zaprezentować wizerunek Ono no Komachi we współczesnej literaturze, począwszy od opowiadania Akutagawy Ryunosuke z 1924 r. pt. „Dwie Komachi” (Futari  Komachi).

W czasie tej długiej przerwy w pisaniu zdążyłam nabawić się ogromnej niechęci do japońskiej policji, a szczególnie panów z kobanuktórzy zatrzymują mnie i K. za każdym razem jak rowerem przemierzamy sobie Tokio (serio, to się zaczyna robić nudne). Nie łamiemy przepisów, w przeciwieństwie do Japończyków, jeździmy po ścieżkach rowerowych (jeśli są) i staramy się nikogo nie rozjechać. Przy każdym zatrzymaniu do kontroli jesteśmy spisywani i przeptywani, czy aby przypadkiem nie ukradliśmy rowerów. Kiedy zgodnie z prawdą odpowiadamy, że nie, panowie sprawdzają numery naszych rowerów i weryfikują nasze zeznania. To ciągłe spisywanie zniechęca mnie także do korzystania z roweru. Nie mam pojęcia o co im chodzi, i skąd te przypuszczenia, że przyjechaliśmy tu kraść rowery za 9,000 jenów/szt.

Z pozytywów (równowaga w przyrodzie musi być zachowana): K. ostatnio zostawił w metrze swoją torbę z tabletem, książkami itp. (szczęśliwie bez portfela z dokumentami). Torba z całą zawartością została przez nas odebrana w centrum rzeczy zaginionych (i odnalezionych). Zwrócili nam nawet za bilet na metro.

Dobranoc.

Obiecuję poprawę i będzie więcej wpisów. Może w końcu coś o Komachi?

Aaa, obejrzeliśmy też Kaze tachinu i wybieramy się na Kaguya hime no monogatari. Oba filmy ze studia Ghibli.

8 Komentarzy

Filed under Uncategorized, Życie codzienne