I ride my bike i inne atrakcje…

Po wczorajszym udanym zakupie roweru, dziś postanowiłam go wypróbować. Jeździć na rowerze nauczyłam się jako dziecko, ale w Warszawie nie robiłam tego często. Więc dzisiaj był dzień próby. Postanowiłam się przedostać z Waseda na Shinjuku, co nie jest długim dystansem i jak na pierwszą wyprawę rowerową powinno było być okej.

WP_000445

Mój wspaniały rower!

Ofiar żadnych nie było, ale co się zestresowałam, to moje :O Jadąc po chodniku (nie ma ścieżek rowerowych) czułam się jak w grze komputerowej (do tego z dość zaawansowanym levelem), w której powinnam omijać slalomem ludzi i innych rowerzystów. Nikt tu nie przestrzega przepisów ani jakiegoś savoir-vivru ruchu drogowego. Panuje świętokrowizm i każdy jest zainteresowany tylko swoją komórką… I nawet nie spojrzy, czy ktoś nadjeżdża lub nadchodzi… Kierowcy starają się uważać, ale dziś jeden z nich prawie we mnie wjechał na zielonym świetle (dla mnie) O___O w tym momencie troszkę najadłam się strachu. Do domu wróciłam w jednym kawałku. Muszę ćwiczyć jazdę na rowerze, a raczej slalom 🙂 Wiem, że można się przyzwyczaić. Jak to mówią: „ćwiczenie czyni mistrza”. Mam nadzieję szybko zrobić level up 😉 Ganabarimasu!

Po dotarciu na Shinjuku, postanowiłam zrekompensować sobie stresy pysznym sushi i kuflem zimnego nama biiru, czyli piwa z kija. Mam swoją wypróbowaną knajpkę kaitenzushi na Shinjuku – byliśmy tam z K. dwa razy podczas naszej kwietniowej wyprawy, ale dziś wybrałam inne miejsce. Cóż mogę napisać? Było po prostu pysznie! Zamówiłam głównie nigiri sushi, nie zabrakło sushi z tuńczykiem, pojawiły się również kalmary, przegrzebki, krewetki, makrela i tamago, czyli omlet.

WP_000447

Nigiri sushi na „rowerowe stresy”

Potem chwilę pochodziłam po Shinjuku. Odwiedziłam Biqlo, czyli połączenie sklepu BicCamera (sklep z elektroniką) i Uniqlo (jap. marka odzieżowa), a także centrum handlowe Lumine. Ciągle jednak przeżywałam mój rowerowy włajaż i nic nie kupiłam ani nie zrobiłam żadnego zdjęcia.

Jutro w planach załatwianie spraw, czyli wizyta na uniwerku, w banku a także podjęcie próby wykupienia abonamentu i telefonu komórkowego. Stay tuned!

Reklamy

4 Komentarze

Filed under Kuchnia japońska, Tokio, Życie codzienne

4 responses to “I ride my bike i inne atrakcje…

  1. Misia

    kurcze nieźle z tymi przepisami, a ja myślałam że Japończycy to taki praworządny naród a tu proszę 🙂

  2. Wolffówna

    Ugh, Tokio! 😉 Mnie przerażają te tłumy i bez roweru, jesteś bohaterką, że tam jeździsz!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s