東京にようこそ!Welcome in Tokyo!

Udało się i po 9 godzinach lotu z Moskwy wylądowałam na Narita International Airport. Dość zmęczona, bo praktycznie nie zmrużyłam oka w samolocie (nie lubię latać sama jednak, oj, bardzo nie lubię 😦 ). Udało mi się zdrzemnąć jedynie ok. godziny 8, czyli na dwie godziny przed lądowaniem. Zasnęłam na tyle solidnie, że prawie ominęło mnie śniadanie. 😉

Od razu przy kontroli paszportowej zostałam skierowana do spraw wizowych i otrzymałam swoją residence card. Następnie odebrałam mój ciężki bagaż (50 kg w 2 walizkach i plecaku) i ruszyłam na Waseda Eki, by spotkać się z G., która udziela mi gościny, za co bardzo bardzo jej dziękuję. Ku mojemu zaskoczeniu kilku panów zaproponowało mi pomoc z bagażami. Niestety windy i ruchome schody były tylko na lotnisku i na stacji Ueno. By dotrzeć na Waseda, musiałam się 2 razy przesiadać. W rezultacie dziś mam zakwasy i obite kolana 😉 SIŁA! Piszę o zaskoczeniu, ponieważ do tej pory spotykałam się z opiniami, że Japończycy raczej nie są skłonni do pomocy w takich sytuacjach. Mi kilkakrotnie została udzielona pomoc, a raz pani Japonka widząc jak się z tym tarabanię, zawezwała pana z obsługi metra, żeby mi pomógł. Na stacji końcowej była winda. Ale musiałam znieść walizki najpierw po 30 schodach, a potem wnieść po 10, żeby dostać się do windy 😀 nie wiem, czy to było opłacalne.

W ramach kolejnych atrakcji okazało się również, że mój prepaidowy polski telefon odmówił współpracy. Mogę smsować do Polski, odbierać smsy i telefony z Polski, ale nici z kontaktu jakiegokolwiek na japońskie numery. Znalazłam się więc w kropce, bo nie miałam jak dać G. znać, że nadjeżdżam… Zgłosiłam się z tym problemem do pana z obsługi metra (w takim trochę policyjnym uniformie) mając nadzieję, że użyczy mi swojego telefonu lub on po prostu do G. zadzwoni. Wytłumaczyłam mu swoją sytuację, na co odparł: „Hmm… Sou desune” i zamilkł. 😀 Popatrzyłam na niego kilka sekund (starałam się mieć minę jak kot ze Shreka), ale nie uratował mnie. Szczęśliwie znalazłam na terenie stacji automat telefoniczny i zadzwoniłam do G. 🙂 Jakby to nie wypaliło, miałam w planach jeszcze wybrać się do McDonald’s, bo tam mają darmowe wi-fi i najwyżej skontaktować się z G. via FB.

WP_000437

Chuuhai jabłkowy (napój lekko alkoholowy) w motywach klonów momiji

Do mieszkania G. dotarłam, moim zdaniem, dość stinky i z dużym zapotrzebowaniem na prysznic. Na półkach w sklepach stoją już puszki z napojami ozdobione czerwonymi liśćmi klonu (momiji), ale do jesieni jeszcze daleko. Lato w pełni. Ok. 29 stopni + ok. 65% wilgotności. Jak dla mnie niezły upał, ale G. powiedziała, że pogoda jest przyjemna, bo wcześniej było grubo ponad 30 stopni i ponad 70% wilgotności. Praktycznie wszędzie działa klimatyzacja, tylko jak się wyjdzie na zewnątrz w człowieka uderza fala gorąca. Wzięłam szybki prysznic i ruszyłyśmy na tsukemen. Dopchałam się jeszcze gyoza 🙂

Dziś prawie zaspałam na orientation day w fundacji od stypendium. Ale zdążyłam 😀 Okazało się, że mój opiekun Pan K. (który bardzo mi mailowo pomagał i doradzał) jest młody i przystojny 🙂 Dodatkowo świetnie mówił po angielsku, więc orientation day przebiegł w bardzo przyjaznej atmosferze. Było mi bardzo miło, ponieważ Pan K. bardzo interesował się moim planem badawczym i postacią Ono no Komachi, więc trochę o tym porozmawialiśmy. Na koniec wręczyłam mu omiyage (prezent (bardzo często tego słowa używa się w kontekście prezentu przywiezionego z podróży)) w postaci pierniczków toruńskich (niestety podróż nieco je nadszarpnęła…).

To tyle przygód póki co. Dzisiaj chyba pójdziemy z G. na tajskie jedzenie do sprawdzonej przez nią knajpki, a jak nie będziemy zbytnio zmęczone to może wybierzemy się na Shinjuku, by tam spędzić piątkowy wieczór.

Moja wspaniała grumpo-koto-poduszka śpi razem ze mną i już znalazła sobie nową przyjaciółkę w postaci reniferki Warai-kun, czyli Śmieszki 🙂

WP_000436

Grumpy pillow & Warai-kun

Miłego dnia!

Reklamy

16 Komentarzy

Filed under Tokio, Życie codzienne

16 responses to “東京にようこそ!Welcome in Tokyo!

  1. czytam z zapartym tchem 🙂 i czekam na kolejne relacje 🙂

  2. Świetnie słyszeć, że jesteś cała na miejscu. Ja bym się nie odważyła lecieć tak daleko sama 😛 Ja się w ogóle boję latać, ale wyjścia nie mam, bo też mam taką pracę, a nie inną.
    Prawda, że Japończycy są uczynni? 🙂 Też tego doświadczyłam.
    I zazdroszczę tajskiego jedzenia. Ja mam swoją knajpkę w Dreźnie, ale jechać 250 km w jedną stronę na zupę, to chyba przesada? 😉
    Pisz dalej!

    • ja się boję latać również i bardzo się stresowałam, a teraz jeszcze się będę stresować jak będzie leciał mój mąż … jakoś w październiku. Tajskie jedzenie – pychotka 😉 będą kolejne posty!

  3. Bo

    piatek !! zaszalej 😀

  4. Lato w pelni?
    A ja w poniedzialek powiedzialam mezowi, ze juz czuc jesien w powietrzu. I niebo wyglada juz jesiennie i wiatr jesienny tez juz wieje 🙂
    W Tokio poczujecie to pewnie pod koniec przyszlego tygodnia.

    Milego weekendu!!!

  5. Aż mi się cieplej zrobiło na sercu, jak zobaczyłam tę puszkę z „krzaczkami”. ). Wypatruję kolejnych zdjęć i wpisów jak sobie radzisz w Kraju Kwitnącej Wiśni i życzę powodzenia!

  6. Wolffówna

    Dobrze słyszeć, że dotarłaś bezpiecznie! Trzymaj się dzielnie, jesień będzie piękna! Ja właśnie czekam na moją pierwszą jesień w Adliswil, też liczę na ładne widoki 🙂

  7. misia

    Dobrze że jesteś już na miejscu!!! Musisz koniecznie zrobić zdjęcie panu K. hihihi 😀 czekam na kolejne wpisy, całuski!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s