Monthly Archives: Sierpień 2013

東京にようこそ!Welcome in Tokyo!

Udało się i po 9 godzinach lotu z Moskwy wylądowałam na Narita International Airport. Dość zmęczona, bo praktycznie nie zmrużyłam oka w samolocie (nie lubię latać sama jednak, oj, bardzo nie lubię 😦 ). Udało mi się zdrzemnąć jedynie ok. godziny 8, czyli na dwie godziny przed lądowaniem. Zasnęłam na tyle solidnie, że prawie ominęło mnie śniadanie. 😉

Od razu przy kontroli paszportowej zostałam skierowana do spraw wizowych i otrzymałam swoją residence card. Następnie odebrałam mój ciężki bagaż (50 kg w 2 walizkach i plecaku) i ruszyłam na Waseda Eki, by spotkać się z G., która udziela mi gościny, za co bardzo bardzo jej dziękuję. Ku mojemu zaskoczeniu kilku panów zaproponowało mi pomoc z bagażami. Niestety windy i ruchome schody były tylko na lotnisku i na stacji Ueno. By dotrzeć na Waseda, musiałam się 2 razy przesiadać. W rezultacie dziś mam zakwasy i obite kolana 😉 SIŁA! Piszę o zaskoczeniu, ponieważ do tej pory spotykałam się z opiniami, że Japończycy raczej nie są skłonni do pomocy w takich sytuacjach. Mi kilkakrotnie została udzielona pomoc, a raz pani Japonka widząc jak się z tym tarabanię, zawezwała pana z obsługi metra, żeby mi pomógł. Na stacji końcowej była winda. Ale musiałam znieść walizki najpierw po 30 schodach, a potem wnieść po 10, żeby dostać się do windy 😀 nie wiem, czy to było opłacalne.

W ramach kolejnych atrakcji okazało się również, że mój prepaidowy polski telefon odmówił współpracy. Mogę smsować do Polski, odbierać smsy i telefony z Polski, ale nici z kontaktu jakiegokolwiek na japońskie numery. Znalazłam się więc w kropce, bo nie miałam jak dać G. znać, że nadjeżdżam… Zgłosiłam się z tym problemem do pana z obsługi metra (w takim trochę policyjnym uniformie) mając nadzieję, że użyczy mi swojego telefonu lub on po prostu do G. zadzwoni. Wytłumaczyłam mu swoją sytuację, na co odparł: „Hmm… Sou desune” i zamilkł. 😀 Popatrzyłam na niego kilka sekund (starałam się mieć minę jak kot ze Shreka), ale nie uratował mnie. Szczęśliwie znalazłam na terenie stacji automat telefoniczny i zadzwoniłam do G. 🙂 Jakby to nie wypaliło, miałam w planach jeszcze wybrać się do McDonald’s, bo tam mają darmowe wi-fi i najwyżej skontaktować się z G. via FB.

WP_000437

Chuuhai jabłkowy (napój lekko alkoholowy) w motywach klonów momiji

Do mieszkania G. dotarłam, moim zdaniem, dość stinky i z dużym zapotrzebowaniem na prysznic. Na półkach w sklepach stoją już puszki z napojami ozdobione czerwonymi liśćmi klonu (momiji), ale do jesieni jeszcze daleko. Lato w pełni. Ok. 29 stopni + ok. 65% wilgotności. Jak dla mnie niezły upał, ale G. powiedziała, że pogoda jest przyjemna, bo wcześniej było grubo ponad 30 stopni i ponad 70% wilgotności. Praktycznie wszędzie działa klimatyzacja, tylko jak się wyjdzie na zewnątrz w człowieka uderza fala gorąca. Wzięłam szybki prysznic i ruszyłyśmy na tsukemen. Dopchałam się jeszcze gyoza 🙂

Dziś prawie zaspałam na orientation day w fundacji od stypendium. Ale zdążyłam 😀 Okazało się, że mój opiekun Pan K. (który bardzo mi mailowo pomagał i doradzał) jest młody i przystojny 🙂 Dodatkowo świetnie mówił po angielsku, więc orientation day przebiegł w bardzo przyjaznej atmosferze. Było mi bardzo miło, ponieważ Pan K. bardzo interesował się moim planem badawczym i postacią Ono no Komachi, więc trochę o tym porozmawialiśmy. Na koniec wręczyłam mu omiyage (prezent (bardzo często tego słowa używa się w kontekście prezentu przywiezionego z podróży)) w postaci pierniczków toruńskich (niestety podróż nieco je nadszarpnęła…).

To tyle przygód póki co. Dzisiaj chyba pójdziemy z G. na tajskie jedzenie do sprawdzonej przez nią knajpki, a jak nie będziemy zbytnio zmęczone to może wybierzemy się na Shinjuku, by tam spędzić piątkowy wieczór.

Moja wspaniała grumpo-koto-poduszka śpi razem ze mną i już znalazła sobie nową przyjaciółkę w postaci reniferki Warai-kun, czyli Śmieszki 🙂

WP_000436

Grumpy pillow & Warai-kun

Miłego dnia!

16 Komentarzy

Filed under Tokio, Życie codzienne

From Russia with love

Licznik skończył odliczanie i moja podróż się rozpoczęła. Ten wpis powstaje na moskiewskim lotnisku Sheremetievo, gdzie oczekuje na lot do Tokio. Ostatnie kilka dni było dla mnie pełne emocji. Ciężko było rozstać się z K., siostrą i kotami… ale zaczynam moją tokijską (tudzież japońską) przygodę 🙂

Lot z Warszawy do Moskwy trwał niecałe 2 godziny i odbył się w bardzo przyjemnych warunkach. Trzęsło jednak nieco, ale zagryzłam zęby. Samo lotnisko jest przeogromne. Nawet nie lotnisko, terminal D na którym obecnie przebywam. Dużo tu sklepów ekskluzywnych marek i kawiarni. Leci muzyka, jest czysto i spokojnie. Jedno „ale” to fakt, iż muszę siedzieć na zimnej podłodze chcąc pracować na laptopie podłączonym do prądu, bo niestety przy fotelach nie ma takiej możliwości…

WP_000434 copy

Powoli układam w swojej głowie listę rzeczy „to do” jak dotrę do Tokio. Sprawy w immigration office, komórka, konto w banku, spotkanie w fundacji od której otrzymałam stypendium, aplikacja na uniwerek.

Przypomniało mi się również w samolocie, że nie wzięłam kilku rzeczy, które planowałam wziąć, mimo, że miałam listę!!! Np. mapę tokijskiego metra.

I to by było na tyle weny.

Miłego dnia!

 

4 Komentarze

Filed under Uncategorized

Tokyo calling

3 dni, a właściwie 2 dni pozostały do mojego wyjazdu. Odczuwam już lekkie poddenerwowanie, ale o dziwo nie dopadło mnie reise feber (jeszcze?) 😉 póki co zrobiłam listę rzeczy, które powinnam zabrać… (kompletnie nie wiem jak się spakować – gdzie nie zajrzę to wpada mi w ręce coś, co moim zdaniem powinnam wziąć do Japonii).

Padają pytania czego będzie mi brakować w Japonii. Nie łatwo odpowiedzieć na takie pytanie. Z pewnością będę tęsknić za moimi przyjaciółmi, ale już wszyscy dzielnie instalują Skype’a. Najbardziej przeżywać będę rozłąkę z moją siostrą – to nie będzie proste, bo jesteśmy bardzo zżyte, ale już mi obiecała, że mnie odwiedzi (MUSI!) 🙂 jak licznik odliczający dni do wylotu wskaże datę 28 sierpnia, to później będzie odliczał dni do przyjazdu K. (półtora m-ca prawie!!!), a następnie czas do wizyty mojej siostry. W Polsce, pod opieką mamy, zostawiam również nasze dwa koty. I to również będzie ciężka rozłąka, bo jestem kociarą a do moich koteczków jestem bardzo przywiązana. Ale tu trzeba być rozsądnym. Transport kotów do Japonii jest możliwy, ale skazywanie ich na długi lot i np. kwarantannę to nie jest najlepszy pomysł. A moja mama baardzooooo lubi nasze koty, więc pozostaną pod dobrą opieką.

Przypuszczam, że brakować mi będzie „ciemnego” pieczywa i np. wyrobów z mleka koziego i owczego 🙂 ale z tym też sobie poradzę. Swoje ewentualne popisy kulinarne również będę zamieszczać.

Dziś taki króciutki wpis. Wiem, że mało tu póki co Heian i Ono no Komachi, ale to się zmieni. Na razie czas upływał mi na organizowaniu wyjazdu i mało czasu poświęciłam na research i rozwój naukowy.

♥♥♥

Na koniec chciałabym gorąco podziękować wszystkim moim przyjaciołom, z którymi udało mi się spotkać przed wyjazdem. Dzięki za wszystkie miłe słowa, dobrą energię i trzymanie kciuków. Jesteście kochani! ♥ I zakładajcie Skype’a! 🙂

♥♥♥

4 Komentarze

Filed under Bez nabiału i glutenu, Tokio, Życie codzienne

Problems, problems, problems…

Cytując mojego teścia, mogłabym określić wczorajszy dzień i dziesiejszy poranek jako „dzień porażka”. A wszystko rozchodzi się o miejsce do mieszkania… Lato w Tokio w tym roku wyjątkowo upalne i podobno we wrześniu pogoda również ma dopisać, ale wizja mieszkania „pod chmurką” to jednak nie to o czym marzę … Już nie ten wiek 😉

Obecnie ubiegam się o mieszkanie dla researcherów z rodziną, a konkretnie z współmałżonkiem, na tokijskiej Odaibie. Aplikację w moim imieniu musi złożyć mój uni. Wypełniłam wszystkie papiery we współpracy z K-san z sekretariatu i szybciutko posłałam kurierem do Tokio, bo tylko oryginalne papiery są akceptowane. Oprócz aplikacji o mieszkanie, przesłałam też moje papiery na uni z moim planem badawczym napisanym w pocie czoła i sprawdzonym przez mojego japońskiego przyjaciela A. (あすか、書類について相談していただき、誠に感謝申し上げます^^). Napisałam też maila, że będę bardzo zobowiązana o potwierdzenie odebrania moich papierów.

Wczoraj dostałam maila od pana N. (po tonie jego wypowiedzi w mailu sądzę, że to pan 😉 ), że moje papiery dotarły. Co więcej, popełniłam dwa błędy w aplikacji o mieszkanie. Źle wpisałam datę rozpoczęcia semestru (pomyliłam się o jeden dzień, a poza tym infromację o rozpoczęciu semestru dostałam od K-san). Niepoprawnie wpisałam również okres, w którym chciałabym mieszkać na Odaibie. Jako datę początkową wpisałam 1 września, ponieważ 29 sierpnia mój samolot ląduje na tokijskim lotnisku Narita. Okazało się, że składając aplikację z deadlinem 20 sierpnia, najszybszy możliwy termin wprowadzenia się (pod warunkiem, że moja aplikacja zostanie rozpatrzona pozytywnie) to 20 września… Ech.

Okazało się również, że mój plan badawczy nie jest bez skaz 😉 Pan N. poprosił mnie bym, „postarała się ograniczyć do 2 stron”. W sumie wyszło mi 3 strony i teraz trzeba skracać. A taka byłam dumna z tego planu 😉

fail

Źródło: http://www.faillol.com/japanese-fashion-fail/ (dostęp: 20/08/13)

Składanie papierów na uni to temat na początek września, więc zdążę jeszcze poprawić plan badawczy. Postanowiłam zająć się sprawą lokum. Napisałam do akademika z prośbą o rezerwację pokoju na czas, kiedy będą zapadać decyzje dotyczące mieszkania na Odaibie. I tu kolejna „porażka”. W akademiku mogę zamieszkać tylko podpisując półroczny kontrakt, więc nie mogę mieszkać tylko przez wrzesień… Ech. Przyznam, że padł na mnie lekki strach, że nie będę miała się gdzie podziać a w głowie kotłowały myśli „what to do, what to do?”…

Z pomocą jak zwykle przyszli przyjaciele 🙂 Zaproponowano mi dach nad głową do czasu ogłoszenia decyzji dot. mieszkania. (BARDZO DZIĘKUJĘ) I jeśli się uda, to będę mogła zostać praktycznie w „centrum” centrum Tokio do czasu wyprowadzki. A jak się nie uda, to trzeba będzie szukać nowego lokum 🙂 Proszę trzymać kciuki! Onegai shimasu!

8 Komentarzy

Filed under Tokio, Uniwerek, Życie codzienne

Ame no Uzume no Mikoto – bogini, której taniec ocalił Japonię

Ame no Uzume w końcu doczekała się swojego debiutu na łamach bloga. Jest to bogini utożsamiana ze świtem, radością i śmiechem. Znana jest ze swojego wesołego usposobienia. Ponadto często wiąże się ją z kultem fallicznym.

Gdy bogini Amaterasu urażona zachowaniem swego brata ukryła się w jaskini (opisywałam tą historię w poście z 30.07.), osiem milionów bóstw kami zaczęło zastanawiać się, jak wywabić ją z ukrycia. Następnie przed jaskinią przygotowali specjalną scenę z różnymi rekwizytami. Po zakończeniu przygotowań pojawiła się Ame no Uzume no Mikoto, która przewróciła do góry dnem kadź, wskoczyła na nią i rozpoczęła ekstatyczny taniec, który wg. opisu w Kojiki wyglądał tak, jakby bogini „nawiedzona była przez duchy”. Co więcej, bogini „obnażyła piersi, a opaskę spódnicy przesunęła poniżej brzucha”. Na widok swawolnego tańca bogini, zgromadzone bóstwa zaczęły się głośno śmiać. Amaterasu zaciekawiona ogólną wesołością postanowiła wyjrzeć na zewnątrz. Gdy tylko lekko odsunęła kamień tarasujący wejście do jaskini, bóg Ame no Tajikarao chwycił ją za rękę i wyciągnął z kryjówki. Wówczas na świecie ponownie zaświeciło słońce.

ame no uzume1

Źródło: http://derivejapan.weebly.com/dance.html (dostęp: 18/08/13)

Ame no Uzume obnażyła piersi i łono podczas tańca, ale jej zachowanie nie zostało uznane za obsceniczne. Sam taniec był raczej spontaniczny niż przemyślany – pełen radości i ekstazy. W tym miejscu również można odwołać się do ceremonii chinkonsai. Ame no Uzume pełni funkcję szamanki, która poprzez ekstatyczny taniec dokonuje rytuału. Uzume pośredniczy między kami a Amaterasu. Jej taniec ma moc magiczną – pod wpływem jej niezwykłej seksualności, świat powrócił do dawnego stanu. W czasach późniejszych pośrednikami między bóstwami a śmiertelnikami były jednostkami wybrane – kapłani, szamanki oraz szamani.

Współcześnie publiczne obnażanie się kojarzy się przede wszystkim z pornografią, obraźliwymi gestami czy niepoprawnym zachowaniem. Jednakże według licznych mitów i legend z całego świata kobieta obnażając swoje narządy płciowe posiada moc odpędzenia zła oraz zapobiegania nieszczęściu (wspomina o tym Catherine Blackledge w swojej książce pt. Wagina. Kobieca seksualność w historii kultury). Opisy obnażania narządów rozrodczych przez kobiety można znaleźć w podaniach katalońskich, egipskich, greckich czy indyjskich. Niewątpliwie w japońskiej kulturze przykładem takiego „magicznego obnażenia” jest mit o Ame no Uzume.

Pod wpływem kobiecości Uzume, inne bóstwa zaczęły się śmiać, co spowodowało, że zaciekawiona Amaterasu wyjrzała ze swojej kryjówki. Taniec i obnażona kobiecość bogini zamiast wstydu wywołały ogólną radość i zapoczątkowały zmiany, zarówno na płaszczyźnie indywidualnej – Amaterasu opuściła jaskinię – jak i na płaszczyźnie ogólnej, światowej – powrót Amaterasu przywrócił ziemi słońce i ciepło niezbędne do dalszej egzystencji. W mojej opinii, mit ten podkreśla potęgę kobiecej seksualności jako sposobu na pozbycie się zła i ciemności.

Po raz kolejny Ame no Uzume wykorzystała swoją kobiecość podczas wyprawy wnuka bogini Amaterasu – księcia Ninigi na Ziemię. Jak już było wspomniane, Amaterasu uznawana jest za protoplastkę rodu cesarskiego. Jej wnuk – książę Ninigi na rozkaz babki zstąpił z Wysokiej Równiny Niebios na ziemię i zapoczątkował dynastię władców. Dlatego też, w Japonii wierzy się, że począwszy od boskiego wnuka panuje do dziś nieprzerwanie jedna dynastia cesarska. Dla ścisłości, za pierwszego cesarza uznawany jest wnuk Ninigiego – Kamuyamato Iwarehiko, który w 660 r. p.n.e. założył państwo japońskie i panował 76 lat jako cesarz Jimmu (umierając miał 127 lat).

Wracając do Ame no Uzume… Bogini została wybrana przez Amaterasu do świty księcia Ninigi. Gdy książe i jego Niebiańska Drużyna zbliżali się do granicy Wielkiej Równiny Niebios i Japonii, z oddziału przedniego przybył posłaniec z wiadomością, że drogę zastąpił im straszliwy mąż o bardzo długim nosie (na 126 cm), potężnej budowie ciała (wysoki na prawie 13 m), którego oczy świeciły jak lustra, a z całej jego postaci bił czerwony blask. Informacja ta wywołała panikę wśród bóstw i nie znalazł się pośród nich ani jeden śmiałek gotowy sprawdzić, kim jest owe bóstwo o przerażającym wyglądzie. Amaterasu nakazała więc Ame no Uzume iść na zwiad.

Ame no Uzume ponownie „obnażyła swoje piersi i ściągnęła szaty poniżej pępka” i stanęła przed straszliwym bóstwem śmiejąc się głośno. „Straszliwe” bóstwo skonfrontowane z obnażoną kobiecością bogini natychmiast złagodniało i przedstawiło się jako Sarutahiko, by następnie zaoferować swoją pomoc jako przewodnik dla pochodu boskiego wnuka.

Sarutahiko oczarowany radosnym usposobieniem Ame no Uzume zakochał się w niej. Gdy misja księcia Ninigi dobiegła końca, Saruthiko oświadczył się Uzume i zostali małżeństwem. Ich potomstwo otrzymało tytuł Sarume. Utworzony ród wyspecjalizował się w pantomimach i tańcach kagura, co z pewnością jest odwołaniem do tańca Uzume przed jaskinią.

Sarutahiko, ze względu na swój duży nos, który kojarzy się z męskim członkiem , jest uznawany za bóstwo falliczne. Albowiem w Japonii wierzono, że wielkość nosa jest proporcjonalna do rozmiaru męskiego przyrodzenia. Ponadto z powodu dość nietypowego wyglądu Sarutahiko, uważa się go za przodka tengu – długonosych goblinów posiadających moc unoszenia się w powietrzu oraz stawania się niewidzialnymi.

Małżeństwo Ame no Uzume i Sarutahiko to przykład pary bóstw fallicznych. On ze względu na swój długi nos utożsamiany z męskim członkiem, ona jako bogini, której z łatwością przychodzi obnażanie się, a jej kobiecość jest obdarzona szczególną mocą. Wizerunki Sarutahiko kojarzone są z męską siłą rozrodczą i wykorzystywane są na talizmanach wzmacniających potencję. Z kolei podobizny Uzume na talizmanach malowane są tak, by przypominały srom – najczęściej to wydęte białe policzki a między nimi malutkie, czerwone usta. Talizmany te  powiązane są z płodnością żeńską: przynoszą szczęście w małżeństwie, ułatwiają poród oraz pomagają w różnych problemach erotycznych.

4 Komentarze

Filed under Gender (płeć), Mitologia, Seksualność, Starożytność

Gomene… odliczanie czas zacząć

Od kilku dni nic nowego nie zamieściłam,ale pamiętam, że Ame no Uzume czeka na wpis 🙂 Od początku sierpnia bardzo dużo zaczęło się dziać, bo wyjazd już tuż, tuż. Ja zaś próbuję robić milion rzeczy na raz, ale trzymanie kilku srok za ogon to nie lada sztuka. W jednym zdaniu mogę określić, że to co obecnie robię to „ogarnianie” spraw na uczelni oraz przygotowywanie się do wyjazdu.

Udało mi się zawiesić mój numer komórkowy na 12 m-cy. Teraz pozostaję w oczekiwaniu na zorganizowanie sobie japońskiego numeru telefonu, ale to już po przyjeździe. Znajoma ze studiów, która to ostatnio załatwiała, napisała mi, że jest to dość ciekawe doświadczenie 🙂 Chodzi o to, że w Japonii telefony prepaid są mało popularne i co więcej nie są dostępne dla obcokrajowców. Wobec tego większość osób decyduje się na wykupienie abonamentu u jednego z kilku operatów. Tutaj pojawia się „ale”. Żeby wykupić abonament  należy mieć konto w japońskim banku. Jednym słowem, należy sobie założyć na czas pobytu w Japonii konto w japońskim banku. I pojawia się kolejne „ale”. Aby tego dokonać, trzeba mieć japoński numer telefonu komórkowego 😉 więc sprawa zaczyna się komplikować. To relacja mojej znajomej. Od razu mnie uspokoiła, że w końcu udało jej się to wszystko zorganizować przy pomocy uczelni. Mimo to, nieco już mnie to stresuje 😉 ale cóż zdobędę kolejne doświadczenie do opisania na blogu…

Sprawa z mieszkaniem jest w toku. Więc prośba o trzymanie kciuków jak najbardziej aktualna. Jak zwykle wiąże się to z wypełnieniem kilkunastu różnych podań i papierów, które dzielnie podpisałam, zeskanowałam i wysłałam mailem w formacie .pdf. Dostałam wiadomość zwrotną, że wszystko świetnie, ale potrzebne są oryginały. I to najlepiej na 19 sierpnia. Sytuacja miała miejsce wczoraj 😉 ale szczęśliwie istnieją kurierzy! Co prawda zawartość portfela nieco się zmniejsza, ale moje dokumenty dotrą w ciągu max. 4 dni do Tokio (yupi!) i sprawa mojej aplikacji na mieszkanie będzie dalej rozpatrywana.

Jeśli zaś chodzi o uczelnię, to kończę pisać plan badawczy i kompletować bibliografię do konspektu doktoratu, by następnie złożyć papiery z prośbą o otwarcie przewodu doktorskiego…. W tej kwestii trzymanie kciuków też się przyda.

Obiecuję, że do końca tego tygodnia pojawi się tańcząca na beczce Ame no Uzume, a tymczasem życzę miłego długiego weekendu.

Oyasumi! (czyli dobranoc 🙂 )

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Gakushuuin Joshi Daigaku (学習院女子大学)

Gakushuuin Joshi Daigaku, czyli żeński uniwersytet Gakushuin, to uczelnia na której będę studiować podczas mojego pobytu w Japonii. Kampus znajduje się na tokijskim Shinjuku niedaleko stacji metra Nishiwaseda. Żeńska uczelnia to część zespołu prywatnych szkół Gakushuuin.

P1000759

Brama główna w kampusie Gakushuuin Joshi Daigaku

Początki uczelni sięgają roku 1847 r., kiedy to cesarz Ninkõ (pan. 1817-1846) założył w Kioto szkołę Gakushuujo. Dwa lata później szkołę nazwano Kyõto Gakushuuin. Celem założenia Gakushuuin było utworzenie placówki edukacyjnej przy dworze cesarskim. Druga połowa XIX w. to czas ogromnych zmian w Japonii. Skończyły się rządy sioguna i samurajów, doszło do „restauracji Meiji” (1868 r.), czyli do przywrócenia władzy cesarzowi. Od mniej więcej 1603 r. do 1868 r. rzeczywistą władzę w Japonii sprawował siogun, zaś rola cesarza została ograniczona do funkcji religijnych i kulturowych. W roku 1868 r. przeniesiono również stolicę z Kioto do Edo, które było do tej pory siedzibą sioguna. Nazwę Edo zmieniono na Tokio, czyli „Wschodnia Stolica”. To tak w wielkim skrócie, bo sytuacja polityczna w ówczesnej Japonii była dużo bardziej skomplikowana i procesy o których wspominam nie zachodziły ani łatwo, ani gładko.

Wracając do meritum, w 1877 r. w Tokio na rozkaz cesarski powstał nowy kampus a na jego otwarciu obecny był cesarz Meiji (pan. 1868-1912) z małżonką. Chcąc kontynuować tradycję rozpoczętą przez cesarza Ninkõ, cesarz Meiji nadał nowej szkole nazwę „Gakushuuin”. W 1947 r. zespół szkół Gakushuuin przestał działać pod jurysdykcją dworu cesarskiego i stał się prywatnym zespołem szkół otwartym dla każdego obywatela.

P1000752

Kampus Gakushuuin zaprojektowany częściowo przez Kunio Maekawę (1905-1986), który był uczniem Le Corbusiera (1887-1965)

Obecnie ten prywatny zespół szkół jest uznawany za bardzo prestiżowy i składa się z przedszkola, szkół (gimnazjum i liceum), uniwersytetu Gakushuuin i uniwersytetu żeńskiego.

Ja swoją przygodę z Gakushuuinem dopiero zacznę 🙂 póki co przejrzałam ofertę zajęć i jest ona bardzo ciekawa. Obok zajęć ze sztuk tradycyjnych tj. nauka zakładania szaty junihitoee (szata składająca się z dwunastu warstw noszona przez arystokratki w epoce Heian) czy sztuka kompozycji kadzideł, można uczęszczać na lektoraty języków obcych (np. hiszpańskiego lub chińskiego) i na zajęcia po angielsku. Ja osobiście chciałabym chodzić na zajęcia do mojego japońskiego promotora – senseia M., który prowadzi wykłady o klasycznej literaturze i kulturze japońskiej. Zależy mi również na kontynuacji nauki japońskiego języka klasycznego… Ponieważ dzięki temu będę mogła pracować nad tekstami źródłowymi przy moim doktoracie.

Rok akademicki (w sensie semestr jesienny) rozpoczyna się 23 września. Na początku września muszę złożyć bardzo dużo papierów by formalnościom stała się zadość np. wyciągi z indeksu ze wszystkich lat studiów przetłumaczone na japoński 😉 w tym wszystkim pomaga mi K-san z sekretariatu.

P1000756

Alejka w kampusie.

W kwestii mieszkania: póki co wyjaśniło się tyle, że nie zamieszkamy w akademiku. Jak przystało na uczelnię żeńską, większość akademików jest tylko dla dziewcząt. Nie dostaliśmy też zgody na wspólnie zamieszkanie z K. w koedukacyjnym akademiku, ponieważ pokoje są „zaprojektowane tylko dla jednej osoby”…  Ech. Staram się więc załatwić jeszcze inne mieszkanie – te o którym pisałam wcześniej, ale póki co czekam na decyzje Gakushuuin w tej sprawie. Jeśli i ta opcja nie wypali wzbogacę się o doświadczenie wynajęcia mieszkania w Tokio na normalnym rynku poprzez agencję nieruchomości 😉

Miłego poniedziałku!

4 Komentarze

Filed under Tokio, Uniwerek, Życie codzienne