„Życie z otwartym przewodem”

zostanę

Źródło: wikary.pl (dostęp: 14/07/2013)

„Życie z otwartym przewodem – The PhD game” to strona na fejsbuku, której założyciele określają ją mianem huba informacyjno – rozrywkowo – motywacyjnego dla tych, dla których pisanie doktoratu stało się stylem życia. Doktoranci z całego kraju mogą dzielić się na tym fan pejdżu swoimi radościami i smutkami. Ot co.

Ja, w zasadzie, mam jeszcze zamknięty przewód. Obecnie czynię przygotowania do jego otwarcia, co jak się okazuje (ale wcale mnie nie zaskakuje) nie jest łatwe. Plotka niesie, że mój wydział przoduje w ilości doktorantów. Same z tego minusy. Więcej doktorantów, mniej grantów na konferencje. Z tego powodu ze łzami w oczach musiałam pożegnać się z udziałem w prestiżowej konferencji japonistyczno-koreanistycznej w Bergen (straszna drożyzna w tej Norwegii), ponieważ otrzymane przez mnie dofinansowanie stanowiło 30% potrzebnej mi sumy 😦 Co więcej, mój umysł wypełniony teoriami spiskowymi, podpowiada mi, że ogromne oczekiwania rady wydziału (to oni decydują czy przewód zostanie otwarty) spowodowane są potrzebą przetrzebienia liczby studentów studiów III stopnia. Trzymajcie zatem kciuki, ponieważ na przełomie sierpnia i września mój plan badawczy i cały życiorys naukowy zmierzą się z radą wydziału.

Z drugiej zaś strony, trudno się dziwić się, że studenci mojego wydziału, znający całą masę fascynujących kultur i języków słabo radzą sobie na rynku pracy, ponieważ ich umiejętności nie zostaną raczej docenione w korporacji. Łudząc się więc nadzieją na pracę na uczelni, kontynuują studia. Choć ostatnio jedna z gazet donosiła, że studia doktoranckie są dla wielu młodych ludzi sposobem na przedłużenie studiów i wiążą się z niechęcią wstąpienia w dorosłe życie i pójścia do pracy. Co więcej, według ankiety przeprowadzonej przez ową gazetę, pracodawcy nie cenią sobie świeżo upieczonych doktorów, ponieważ przez to, że poświęcili się nauce, nie zdobyli sobie odpowiedniego doświadczenia zawodowego… Jednym słowem – błędne koło.

Z własnego doświadczenia muszę przyznać, że bycie doktorantem w naszym kraju nie jest proste i raczej status doktoranta nie daje poczucia, że jest się przyszłością kraju tudzież ogólnym dobrem narodowym. Problem zaczyna się bardzo często na macierzystej uczelni, gdzie wszystko trzeba sobie samemu załatwić i najlepiej jeszcze za wszystko samemu zapłacić. Przez 3 lata studiów i ja również miałam swoje wzloty i upadki, ale w końcu doczekałam się nagrody, jaką jest wyjazd na upragnione stypendium do Tokio. So, I’ll keep tryin’.

Miłej niedzieli.

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s