I love sushi

Odkąd zapadła decyzja o moim wyjeździe, często spotykam się z pytaniem: „A co Ty tam będziesz jadła?” Bo jak wiadomo, z samego sushi człowiek nie wyżyje. Póki co wizja objadania się sushi codziennie (szczególnie nigiri z tuńczykiem :3 ) nie przeraża mnie. Serce pękło mi, gdy dowiedziałam się, że moje ulubione nigiri są bardziej zwodnicze niż myślałam. Sushi wydaje się daniem dietetycznym, ale niestety tabele kaloryczne obalają to wyobrażenie ;( I okazuje się, że bardzo często decydując się na zjedzenie sushi „zjadamy więcej kalorii” niż podczas zwykłego obiadu wciągając schabowego z ziemniakami.

nigiri

Simply the best: nigiri sushi z tuńczykiem
Źródło: http://www.artsushi.pl/gliwice/images/photos/39.jpg (dostęp: 11/07/2013)

Sushi też nie wydaje się dobrym pomysłem na zimowy obiad, jeśli mnie pamięć nie myli jedzenie sushi wychładza organizm. Zima japońska nie należy do najprzyjemniejszych pór roku. W samym Tokio może nie jest bardzo mroźno, ale temperatura od 0 do 5 stopni w połączeniu z dużą wilgotnością powietrza i brakiem centralnego ogrzewania nie przysparza zimie zbyt wielu fanów.

Ale nie będę „skazana” tylko na sushi. Kuchnia japońska (czyli washoku) składa się z wielu pysznych dań. Obok sushi moje osobiste „top of the top” to:

1). Kurczak karaage – są to kawałki kurczaka „smażone na sposób chiński”, czyli w panierce i w głębokim oleju. Panierka jest pyszna i całe danie jest naprawdę delicious! Ostatni pobyt w Tokio doświadczył K. pod względem karaage, ponieważ okazało się, że w ten sposób przyrządza się nie tylko mięso z kurczaka, ale też chrząstki (nankotsu – to słówko chyba zapamiętam już na zawsze 😉 ). Jak tylko udaliśmy się do baru, gdzie serwuje się karaage, bez zastanowienia wybrałam to danie z karty i zamówiłam. Kelner podał nam chrząstki z kurczaka usmażone w panierce i K. stanowczo odmówił ich zjedzenia. Kilka dni później, już uważniej wertując kartę menu wybrałam „dobrą wersję” kurczaka karaage i przekonałam go do tych pyszności.

2). Pierożki yaki-gyoza, które przywędrowały do Japonii z Chin (po chińsku nazywają się jiaozi). Są to pierożki z wieprzowiną, imbirem, czosnkiem i olejem sezamowym. Smaży się je na parze (technika smażenia na parze też została wymyślona przez Chińczyków), ale można dostać też gyoza gotowane na parze. Najczęściej serwuje się je z sosem, który sami sobie przygotowujemy z sosu sojowego i octu ryżowego. Można też dodać chili.

3). Tsukemen po raz pierwszy zjadłam w tym roku. Jest to wariacja popularnego ramenuRamen to bulion serwowany z makaronem i dodatkami (mięsem, warzywami, jajkiem…). W przypadku tsukemen, makaron i bulion serwowany jest w osobnych miskach. Bulion również mniej przypomina zupę, a bardziej sos. Makaron macza się w sosie i zjada. Podobnie jak ramen, tsukemen również jest serwowany z dodatkami, które można sobie dowolnie dobrać. Może być serwowany na ciepło lub zimno.

tsukemen i gyoza

Tsukemen i gyoza
fot. A. Romanowska

Ślinka cieknie mi również na wspomnienie przekąski, którą zaserwowano mi w barze V. na Shinjuku: kawałki ośmiornicy z awokado w sosie według tajnej receptury szefa kuchni w V. Są zatem szanse, że nie padnę z głodu 😉 ale żeby nie było za łatwo: moja dieta (nie jem glutenu ani nabiału) piętrzy przede mną pewne trudności i to również będzie ciekawym doświadczeniem jak poradzę sobie w Japonii, gdzie pełno makaronów i białego tostowego pieczywa. Ale o tym następnym razem.

Reklamy

2 Komentarze

Filed under Bez nabiału i glutenu, Kuchnia japońska

2 responses to “I love sushi

  1. Iga

    soba! gryka nie zawiera glutenu. ja bym się obżerała yakisobą…. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s